wtorek, 30 grudnia 2014

22 lata życia

Dzisiaj, jak co roku, "świętujemy" moje urodziny. Nigdy tego nie robiłam, ale myślę, że to dobra okazja do podsumowania tych 22 przeżytych lat. W końcu 22 to taka ładna liczba. Chociaż, nie, wolałabym zrobić podsumowanie za rok. 23 jest ładniejsza. W ogóle liczby pierwsze są piękne. No, ale nie o tym...

W ciągu tych 22 lat:
- wyjechałam z domu i usamodzielniłam się (przynajmniej częściowo),
- zdałam maturę i obroniłam licencjat z logopedii,
- byłam w trzech poważnych związkach i każdy z nich udało mi się spierdolić,
- za czwartym razem zdałam egzamin na prawo jazdy, trzy razy oczywiście go nie zdałam,
- poznałam osobę, którą mogę nazwać przyjacielem,
- uświadomiłam sobie, że życie nie kręci się wokół pieniędzy,
- zaczęłam studiować drugi kierunek, a potem go olałam,
- byłam (i jestem nadal) niezdiagnozowana pod wieloma względami,
- odrzuciłam wiele osób, które chciały pomóc mi poskładać mój świat do kupy,
- muzyka stała się moim największym hobby, inne zmieniają się często, ale ona zawsze zostaje,
- wyjechałam na EVS, który okazał się (i okazuje się nadal) szkołą życia,
- byłam dobrym (chociaż często kontuzjowanym) wychowawcą kolonijnym,
- dwa razy w ciągu jednego roku skręciłam kostkę (w dodatku dwóch różnych nóg),
- nauczyłam się sama robić sobie zastrzyki w brzuch,
- zarabiałam na studia sprzątając mieszkania i jestem z tego dumna,
- pracowałam jako laborant i byłam w tym naprawdę dobra,
- zniszczyłam kontakt, który miałam i powinnam mieć z tatą,
- nauczyłam się biegle posługiwać trzema językami i uczę się czwartego,
- sprawdziłam się jako wolontariusz w wielu akcjach, również tych długoterminowych,
- zrozumiałam, że sama nie jestem w stanie sobie pomóc i muszę poszukać pomocy (na co, niestety, nie jestem jeszcze gotowa),
- byłam (i jestem) jednym z czynników, które wpłynęły na to, że życie mojego brata jest tak spierdolone, nigdy nie byłam dla niego prawdziwym wsparciem, budowałam swój sukces bazując na jego porażce, porównywałam się do niego, a to wszystko było niepotrzebne, NIGDY nie byłam dobrą siostrą i nawet nie starałam się być,
- uciekłam tyle razy, ile dało się uciec, uciekałam od wszystkiego przez całe moje życie (ucieczką był wyjazd na studia, nawet wybór LO, ucieczką były i są wszystkie kłamstwa, wyjazd na EVS, przelotne znajomości, końce związków... a na samym początku zaczęłam od ucieczki w swój świat, to było już bardzo dawno temu...),
- były chwile, gdy byłam naprawdę szczęśliwa, pamiętam je bardzo dobrze i pielęgnuję w mojej głowie, ale łatwiej pielęgnuje mi się chwile złe, najgorsze, po których nie chciało mi się już dłużej żyć, po których leżałam na zimnej podłodze w łazience przez pół nocy, a potem znalazła mnie przerażona mama, a ja nie miałam już więcej sił, żeby płakać,
- odkryłam, że mam słabość do ślicznych kartek urodzinowych, ogólnie okolicznościowych, uwielbiam je oglądać, wybierać dla kogoś i zachwycać się nimi, chociaż sama jeszcze nigdy żadnej wyjątkowej nie dostałam, a mam już 22 lata.

Mam już dość pisania, bilans nie wygląda zbyt kolorowo.
Nie będę sobie życzyć stu lat, zdrowia, szczęścia i pieniędzy, bo nie chcę przeżyć nawet połowy z tego, a w resztę nie wierzę.
Życzę sobie, żebym zaczęła iść do przodu. Niech ten 23. rok życia będzie pod znakiem zmian na lepsze. Nie tylko w życiu, ale i zmian w myśleniu. Tego chcę. Amen.



czwartek, 4 grudnia 2014

Odrzucenia

Przed chwilą poczułam to nieprzyjemne ukłucie gdzieś w okolicach serca, gdy zobaczyłam zdjęcia faceta, z którym spotykałam się ponad rok temu. Był przystojny, miły i bardzo pomocny. Dobrze się rozumieliśmy, ale odrzuciłam go. Odrzucam wszystkie osoby, które próbują stać się częścią mojego życia. Widziałam dzisiaj jego zdjęcia z kobietą, z którą jest teraz w związku. Jest teraz szczęśliwy. Wiem, że to mogłam być ja. Mogłam się uśmiechać na tych zdjęciach razem z nim. Moglibyśmy razem być szczęśliwi.
Ale nie będziemy.
Cieszę się, że jest szczęśliwy - współczuję sobie.
Jestem samotna.