sobota, 9 maja 2015

Jogging i ja

Właśnie zakończyłam pierwszy tydzień porannego biegania. : )
A więc tak: budzę się o 6:30, piję kawę z mlekiem sojowym i o 7:00 wychodzę na zewnątrz. Jest jeszcze chłodno, słońce nisko nad horyzontem. Ludzie leniwie wychodzą ze swoich domów. Zaczyna się nowy dzień. Niektórzy jeszcze śpią, ale za godzinę, dwie, trzy i tak będą już wstawać.

Maszeruję w stronę parku, trwa to jakieś 5 minut. W parku rozgrzewka, kolejne 10 minut. Około 7:15 zaczynam mój trening. Jako że osoba ze mnie mało usportowiona, postanowiłam zacząć "z głową", a mianowicie z programem "Biegaj 40 minut". Zaczyna się od interwałów (na przemian bieg i marsz), by po 12 tygodniach być w stanie przebiec bez zatrzymywania pełne 40 minut. Trening dla słabeuszy, jak ja. Po interwałach (30 minut) dodaję jeszcze 10 minut marszu i 5 minut ćwiczeń rozciągających. Całość zamyka się w około godzinie. Biegam głównie po lesie, mamy bardzo ładne i bezpieczne ścieżki, do tego wszechobecną zieleń i śpiew ptaków.

Po pierwszym dniu (poniedziałek) czułam się świetnie, ale następnego dnia miałam okropne zakwasy. Po drugim dniu (środa) miałam energię na cały dzień. Zakwasy już nie wróciły.
Trzeciego dnia postanowiłam biegać po części lasu, której nie znam. I chyba jestem średnio inteligentnym Kotem, bo po godzinie treningu stwierdziłam, że nie mam bladego pojęcia, gdzie jestem. Postanowiłam pomaszerować trochę ścieżką, którą (wydaje mi się) kiedyś już szłam. Po kolejnym kwadransie miałam przed sobą tylko ścieżkę i bezkresny las.
Postanowiłam wspomóc się GPS-em. Okazało się, że jestem cztery kilometry od miejsca, z którego wyruszyłam! Szłam dokładnie w przeciwną stronę, niż powinnam.

Pomyślałam sobie: "trudno, jeszcze trochę pomaszeruję". I tak maszerowałam te cztery kilometry, nie chcąc już biec, bojąc się zakwasów następnego dnia. Po jakichś 45 minutach znalazłam się w miejscu, które znałam. Gdy wróciłam pod dom, okazało się, że przebywałam "w terenie" prawie dwie godziny! Dwie godziny treningu dla takiego słabeusza, jak ja! W mojej wyobraźni czułam już ten dobrze znany ból przepracowanych mięśni.

Gdy obudziłam się dzisiaj rano, na początku bałam się poruszyć.
Później zdecydowanym ruchem wstałam z łóżka.
Zero bólu!!!

Bieganie mi się podoba. : )

1 komentarz:

  1. Dobrze jest uprawiać jakiś sport i głowa do góry Kocie ;)

    /Ender

    OdpowiedzUsuń