czwartek, 30 lipca 2015

Melancholia

Zawsze zastanawiało mnie, czym jest melancholia, jako że sam czasami padam jej ofiarą. Nie chcę tu używać modnego słowa „depresja”, chociaż ono zawiera w sobie cenne znaczenie „bycia poniżej”, w głębokim dole, w jakichś Żuławach Wiślanych, czy Obniżeniu Elbląskim życia. Pozostańmy przy melancholii, bo nie wiąże się z nią ani zapach oddziału Szpitala Psychiatrycznego, ani też dym z papierosa terapeuty. Przy melancholii nie ma mowy nawet o kolorowych tabletkach, leżących co rano przy kubku z herbatą.
Melancholia to drogi zasypane przez śnieżną burzę w środku lata. Melancholia to miotanie się w kółko wokół tych samych słów, które niczym natrętne muchy zataczają kręgi nad głową. To są też białe noce i zmęczenie po przebudzeniu, jakby człowiek biegał wiele godzin i łapał neutrina w podwinięte rękawy. To złowieszczy, dudniący rytm, wybijany gdzieś w oddali, rytm odmierzający kolejne sekundy i minuty.
Nie da się inaczej pochwycić sensu tego stanu, jak tylko spoczywając w samym jego wnętrzu, w zapieczętowanym wagonie stojącym na kolejowej bocznicy.


P. Kofta, Melancholia, [w:] Piękne wieczory, Warszawa 2004

sobota, 25 lipca 2015

Nuklearne emocje Nuklearnego Kota

Drodzy Czytelnicy!

Chciałabym przedstawić Wam część drugą mojego Nuklearnego świata - nowy blog będący realizacją planów powstałych w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Szczegóły znajdują się już w nowym miejscu, dostępnym TUTAJ.

Nie znikam jednak z NPNK, blog będzie nadal prowadzony, forma nie zostanie zmieniona. Nowy blog stworzony został wyłącznie celem zachowania jako takiego porządku i nie zaśmiecania NPNK postami nie na temat.

czwartek, 23 lipca 2015

Brak roweru i pustka

Ukradziono mi rower.
Niby Holandia, niby to normalne, niby każdemu kiedyś ukradziono rower, ale jakoś tak szczególnie mnie to przybiło. To był świetny rower. Spędziłam na nim mnóstwo dobrego czasu. Zwiedziłam sporo ciekawych miejsc w okolicy. Byłam na keszach. Śmiałam się, jeżdżąc z ludźmi, których lubię.
A teraz już go nie ma.

W życiu prywatnym też jakaś taka trochę pustka.
Siedzę sama w pokoju, kolejny wieczór z rzędu. Wcześniej kilka spotkań, z których w sumie nie wyszło nic konstruktywnego i późnym wieczorem, a może i nawet już nocą, i tak zbierałam się do domu.
Czemu nigdy nikomu nie przyszło do głowy, żeby powiedzieć mi "zostań", gdy mówiłam, że muszę już iść? Czemu nigdy nikt nawet nie spróbował mnie zatrzymać? Czemu to zawsze ja jestem tą, która mówi "a może zostaniesz jeszcze trochę; a może wrócisz kolejnym pociągiem; a może nie wrócisz dzisiaj wcale, bo mam duże łóżko i tak cudownie mi się z tobą rozmawia"? Czemu to zawsze ja jestem tą, która wraca do pustego pokoju, zamyka za sobą drzwi, kładzie się na łóżku i marzy o nieistnieniu?

Summer is miles and miles away
And no one would ask me to stay *


Czemu nigdy nikt nie zrobił dla mnie niczego szalonego? Czemu nikt nigdy nie pojawił się znienacka na stacji kolejowej, czekając "przypadkiem" na ten sam pociąg, którym jeżdżę co rano? Czemu nikt nigdy nie czekał na mnie pod drzwiami uczelnianego kampusu czy akademika? Ile razy marzyłam o czymś takim. Ile razy marzyłam o kimś takim. O kimś, kto wyrwałby mnie na chwilę z tej powtarzalności, przewidywalności i schematów.

Ale to wszystko się nie wydarzy.

At times the dark's fading slowly but it never sustains
Would someone watch over me in my time of need? *


* Cytaty zaczerpnięte z utworu Opeth - In My Time of Need, do przesłuchania poniżej.


niedziela, 12 lipca 2015

Przyczyny

To nie jest dołek, prawda?
To tylko Riverside w głośnikach, 179 osób na WhatsApp i brak kogokolwiek, do kogo można by się odezwać, opalanie weekendowe, Lucas, który jest w Holandii i nawet nie wpadnie na to, żeby się odezwać, Stella, która ostatnio zaczęła być mętna...
Takie otępienie weekendowe, jakiś nieokiełznany marazm, którego nie sposób się pozbyć.

Nie cierpię nie rozumieć przyjaciół. Albo – jeszcze gorzej – próbować zrozumieć i wymyślać coraz okropniejsze przyczyny ich działań.
   

niedziela, 5 lipca 2015

Paranoje

Ostatnio dopadają mnie moje paranoje i czuję się mało bezpieczna. Czuję, że niedługo mogę umrzeć z czyichś rąk. Miałam sen jakiś czas temu, śniło mi się, że mój koordynator dźgnął mnie nożem i umierałam powoli. Mam wrażenie, że sen się spełni. Coś mi mówi, że ten gość to psychopata i że gdy tylko złożymy na niego skargę do National Agency, jemu coś odbije i zrobi nam coś złego. Boję się tego. Mam tyle planów na przyszłość. Chcę zobaczyć Islandię i chcę mieć dzieci, i dom, i tyle innych rzeczy. Nie chcę umierać.
Proszę Cię, Czytelniku, jeśli nagle stąd zniknę, zasugeruj Policji, że to mógł być on. Nie chcę, żeby temu skurwielowi coś jeszcze uszło na sucho.
Ten post brzmi schizofrenicznie, ale zrób to. 

PS Świadomość, że ten post jest online podnosi mnie trochę na duchu.