Ostatnio dopadają mnie moje paranoje i czuję się mało bezpieczna. Czuję, że niedługo mogę umrzeć z czyichś rąk. Miałam sen jakiś czas temu, śniło mi się, że mój koordynator dźgnął mnie nożem i umierałam powoli. Mam wrażenie, że sen się spełni. Coś mi mówi, że ten gość to psychopata i że gdy tylko złożymy na niego skargę do National Agency, jemu coś odbije i zrobi nam coś złego. Boję się tego. Mam tyle planów na przyszłość. Chcę zobaczyć Islandię i chcę mieć dzieci, i dom, i tyle innych rzeczy. Nie chcę umierać.
Proszę Cię, Czytelniku, jeśli nagle stąd zniknę, zasugeruj Policji, że to mógł być on. Nie chcę, żeby temu skurwielowi coś jeszcze uszło na sucho.
Ten post brzmi schizofrenicznie, ale zrób to.
PS Świadomość, że ten post jest online podnosi mnie trochę na duchu.
To na nic ci nie przyjdzie. Jeśli faktycznie miał jakieś wrogie zamiary, to albo monitorował twoje połączenie sieciowe w miejscu pracy, albo użył keyloggera sprzętowego, więc zna twoje hasła, a zatem pewnie i wie z twojej korespondencji, że ten blog jest twój. A jeśli tak, to, mając pewnie wymagane społeczne umiejętności, zdoła prędko nawiązać kontakt online z jakimś Polakiem/Polką i poprosić go/ją, by napisała ("przetłumaczyła") z angielskiego kilka niewinnych postów blogowych, które wymyśli, w stylu "Zaniedbywałam tego bloga. Przepraszam. Ale w moim życiu tyle się działo, że po prostu nie miałam nań czasu.", które będzie mógł tu wysyłać po uśmierceniu ciebie, aby symulować aktywność. Nie licz, że potencjalne błędy interpunkcyjne czy inne w tłumaczeniach zdradzi, że to nie ty byłaś ich autorem -- wiedząc, że lubisz i uprawiasz literaturę i znasz język, będzie mógł poprosić innego Polaka/Polkę, by sprawdziła i poprawiła ich pisownię, by była idealna. Nawet różnice stylistyczne nie zdradzą, że to nie ty, bo przecież czytelnicy tego bloga wiedzą też, że pisujesz, a zatem wiedzą, że władasz różnymi stylami i będą oczekiwać od ciebie zmienności stylów. Tak więc, nie, ten plan nic nie da.
OdpowiedzUsuńDrogi A., dziękuję za podniesienie mnie na duchu! Zawsze można na Tobie polegać w tej materii. : ) Ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja mam takie paranoje...
UsuńPoważnie już mówiąc, wiem (tak się złożyło, że wiem, przynajmniej przez chwilę, zanim zapomnę), jak uciążliwy, how emotionally taxing, jest niepokój o przyszłość wywołany obcowaniem z człowiekiem, który jest w naszym odczuciu nieobliczalny, który np. nie ma nic do stracenia, a z którym musimy na co dzień przebywać. Jak siedzi i wierci się w tyle mózgu i nie pozwala się w pełni rzeczami cieszyć.
OdpowiedzUsuń- Anonim Jeden
Ściśle mówiąc, niepokoi myśl, jak łatwo mózgowi ludzkiemu popaść jest w obsesję -- w najzwyklejszy, na przykład, stalking. Który może się, na przykład, okazać już niewymazywalny, permanentny. Co wtedy? Znosić obecność 'pasożyta' ('pasomysła'...) w twoim życiu? Ograniczać stosunki społeczne, aby nie dopuścić do tego, by radość ze zdrowych kontaktów została któregoś dnia, którejś chwili przerwana jego się nagłym pojawieniem, jego nagłym e-mailem z sugestiami, niedosłownymi, niedopowiedzianymi, że nadal jest "out there" i nie zamierza o tobie zapomnieć, nie zamierza pozwolić ci cieszyć się świadomością, że możesz "zniknąć w tłumie", że gdy wypowiesz się kontrowersyjnie czy prywatnie w Internecie, to nie musisz myśleć o tym, kto tę wiadomość przeczyta i kto ją zapamięta? Zabić się?
UsuńNo, nieważne, nieważne, nietreściwe, i nie na temat.
Czy te dwa komentarze to ta sama osoba, czy A. i ktoś jeszcze?
UsuńDrogi A., ależ Twój komentarz jest jak najbardziej ważny, treściwy i na temat! Wydaje mi się, że stalking jak podchodzi pod jakiś paragraf typu nękanie psychiczne. Jeśli do tego dochodzą jeszcze groźby, to raczej bym się nie zastanawiała, tylko szła z tym na Policję. Pamiętajmy, że w dzisiejszych czasach nikt nie jest w Internecie anonimowy.
Nienienienie, ja ofiarą stalkingu nigdy nie byłem, przeciwnie, to mi go kilkukrotnie zarzucano (acz wagę zarzutu może obniżać nieco fakt, że za każdym razem była to ta sama osoba i za każdym razem robiła to publicznie -- tak więc to tak jakby ona sama... ale mniejsza o to ;) ).
OdpowiedzUsuńDziękuję.
Anonimowość... Tak. Opiera się na zaufaniu, że żaden z naszych wrogów nie ma np. dostępu do bazy danych naszego usługodawcy internetowego z danymi IP-czas połączenia-dane użytkownika usługi, na podstawie których by nas ujawnić. Choć myślę, że schizofrenia paranoidalna może nie powodować nawet przykładania większej wagi do tego typu ewentualności. Myślę, że w niej uczucie strachu może być pierwotne (tak samo jak uczucie ważności czy zdolności w wariancie wielkościowym), a wytłumaczenia, jak ktoś kogoś prześladuje są wtórne, dopasowywane byle jak: NO ALE CO JEŚLI. Ale co ja tam wiem.
No nic. Z życzeniami ortonoi,
wciąż ten sam A.
(To jest, schizofrenia jest przede wszystkim chorobą emocjonalną, w której to uczucia pociągają za sobą, determinują, myśli, a nie na odwrót. To uczucie wszechmocy pociąga za sobą przekonanie, że jest się Jezusem, i to poczucie bezpośredniego kontaktu z inną osobą, samorzutne, na przykład, być może, wzbudzanie się tych samych obszarów w mózgu, które są także pobudzane podczas typowej rozmowy, powoduje przekonanie, że człowiek się telepatycznie kontaktuje z kimśtam, a nie na odwrót.)
UsuńChyba w takim razie nie mam schizofrenii. Dziękuję!
UsuńNuklearny Kocie!
OdpowiedzUsuńW istocie, z Twoich słów wyłania się raczej ponury obraz sytuacji - jest to jednak świat nieobiektywny, swiat widziany Twoimi oczyma (gwoli ścisłości - nikt nie może powiedzieć, że widzi świat obiektywnie, ale dla ułatwienia i uwypuklenia ewentualnej przesady przyjmijmy taki sort). Warto pamiętać, że uczucie strachu, zainicjowane jakimś bodźcem i podsycane wyobraźnią potrafi zbierać wielkie żniwo.
Jako twardo stąpający po ziemi romantyk przywiązuję więc wagę do wartości snów, pamiętając jednocześnie, że silne (niekoniecznie uzasadnione) obawy mogą wpłynąć na ich kształt.
Anonim-2.
Twoje słowa mają sens. Dziękuję! Czasami przywiązuję zbyt dużą wagę do tego, o czym śnię. Później sama się nakręcam i doprowadzam się do stanu takich właśnie paranoi, gdy boję się w nocy zasnąć i zostawiam klucz w drzwiach od wewnętrznej strony, tak "na wszelki wypadek"...
UsuńPamiętajmy jednak, ko-anonimie i Ko-cie, że samo stwierdzenie, iż poglądy nasze bywają "nieobiektywne" nie spowoduje jeszcze, że zostaną one automatycznie zastąpione "obiektywniejszymi", trafniejszymi, prawdziwszymi -- w tym celu potrzeba jeszcze przedstawić jakiś konkurencyjny model sytuacji, konkurencyjną, optymistyczniejszą interpretację tego, co Kota w pracy spotyka. A takowej, póki co, niestety, tutaj brak. Nie wolno pozwalać samemu stwierdzeniu, że "możesz nie mieć racji" osłabić naszej wiary w to, co według naszych -- Kota -- danych jest najtrafniejszą oceną sytuacji! Tę wolno osłabić tylko i wyłącznie innym, nowym faktom -- inaczej grozi nam stanie się wiecznie niepewnymi swoich własnych sądów.
UsuńWiecie co, drodzy Anonimowi - naprawdę dobrze się Wasze dysputy czyta. Nie myśleliście o założeniu własnych blogów? Byłabym stałą czytelniczką. : )
UsuńKonkurencyjnego modelu sytuacji na razie nie ma, ale może we wtorek coś się już wyjaśni. O ile dożyję, haha.
W poszukiwaniu internetowych trendów, które bym mógł zignorować, osobiście podpisuję się pod https://pornel.net/to-nie-blog . Myślę nawet, że -- nie jestem programistą, ale do środowiska było mi kiedyś trochę blisko -- najlepsi programiści, informatycy itp. często nawet, paradoksalnie, nie miewiają blogów, bo ich życie zawodowe i naukowe jest tak żywe i pełne, że na instalowanie czy programowanie czy konfigurowanie czegokolwiek bardziej złożonego, niż prosty zbiór dokumentów w HTML czy TXT czy PDF po prostu brak im czasu.
UsuńAle może przed trzydziestką coś opublikuję.
Życzę życia,
A1.
Drogi A, nie miałem na celu podkopania wiary Kota w jej sądy, jedynie o przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia, mając tym razem na uwadze moje drobne "spostrzeżenia".
OdpowiedzUsuńCzy nie w tym właśnie celu w każdym cywilizowanym kraju występuje dwuinstancyjność postępowania sądowego?
Cel mojej wypowiedzi był bardzo konkretny i wnioskując z kociej odpowiedzi śmiem twierdzić, że został osiągnięty. Ponadto odpisuję z pewnym opóźnieniem i nie widzimy (przynajmniej na owym blogu) by problem się powtarzał czy miał swoje rozwinięcie.
Wyrażam nadzieję, Kocie, że sytuacja w istocie jedynie pozornie była tak trudna i jednoznaczna.
Pozdrawiam,
Anonim-2
>Drogi A
OdpowiedzUsuńEe? To ty jesteś Anonim Drógi. Ja jestem Anonim Pierwszy.