Szczerze mówiąc poczułam ulgę - miałam trochę dość tego, że moi klienci umierali (czterech w ciągu 12 miesięcy...), praca przestała przynosić mi satysfakcję i byłam ogólnie ujmując znudzona. Potrzebowałam czegoś nowego.
Wczoraj przeprowadziłam się do malutkiej miejscowości na południu Holandii, nieopodal Tilburga. 20 minut rowerem i jestem w Belgii. Spędzę tutaj rok mieszkając z sześcioosobową rodziną, jako au-pair.
Po dzisiejszym dniu czuję zmęczenie.
Nie widzę w tym wszystkim celu.
Nauczyłam się doceniać ciszę i tak cholernie za nią tęsknię.
Wiem, że początki bywają ciężkie, dlatego po prostu czekam, aż to minie i zacznę się cieszyć.
Chcę odwiedzić moich klientów, być może w weekend za dwa tygodnie. Przyjadę spędzić z nimi trochę czasu, odprężę się, posłucham ciszy i ptaków.
Dzisiaj po raz pierwszy jeździłam w Holandii samochodem. Byłam nawet w Tilburgu. Jeżdżenie po mieście jest męczące, ale dałam sobie jakoś radę. Silnik zgasł mi tylko dwa razy i nikt na mnie nie trąbił. W Polsce to byłby koszmar - tutaj ludzie jakoś przyjaźniej reagują. Pamięta wół, jak cielęciem był. Mimo wszystko muszę trochę ogarnąć przepisy ruchu drogowego tu, w Holandii, bo - jak się okazuje - wcale nie są identyczne, jak w Polsce. Widziałam sporo nowych znaków, np. dotyczących rowerzystów na drodze. Muszę ogarnąć, kto, kiedy i dlaczego ma pierwszeństwo.
Piszę o tym na końcu, ale to mi w sumie najbardziej leży na wątrobie.
Chciałam komuś powiedzieć, - pierwszy raz w życiu sama z siebie chciałam to komuś pierwsza powiedzieć - że kocham tę osobę. Ale ta osoba się nie zjawiła. Na domiar złego przyznała się potem do wielu rzeczy. Czy ja naprawdę zawsze muszę kochać niewłaściwe osoby? Dlaczego znowu czuję, że jakaś część mnie umarła?
Nie ma mnie tu - duch ciało opuścił...
Hey - Mru-mru, 2003
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz