wtorek, 19 stycznia 2016

Me and my soon-to-be boyfriend

Po pierwszej randce nastąpiła druga.

W piątek nastąpi trzecia. U niego. Mam zostać na noc, bo w sobotę tak czy siak muszę być rano w Eindhoven, żeby złapać samolot do Lizbony. V. mieszka 5 minut od lotniska, więc zaoferował, że mnie odwiezie. Wieczorem mamy oglądać Minionki.

Ale to całe nocowanie u niego... Czy to mnie do czegoś zobowiązuje? Zawsze mam ten dylemat. Czy pójście z facetem do łóżka na trzeciej randce oznacza, że jest się slutty? Tak sobie tłumaczę, że jest się slutty, gdy się to robi notorycznie - umawia się z facetami tylko po to, żeby zaciągnąć ich do łóżka na trzeciej randce (albo na pierwszej lub drugiej). Ja tego nie robię. W sumie chodzę na randki średnio raz na pół roku, więc notoryczne zaciąganie kogoś do łóżka jest raczej mało możliwe.

Bo jeśli oboje czujemy, że nasza znajomość śmiało zmierza w stronę czegoś, co nazwać można związkiem, oboje czujemy tę niezwykle silną chemię, to dlaczego mielibyśmy na coś czekać?

PS Na horyzoncie pojawili się znienacka również P. (kolega z USA, którego próbowałam poderwać kilka miesięcy temu) oraz Q. (facet, którego nigdy w życiu nie widziałam na oczy, ale kiedyś do mnie pisał na Facebooku i teraz jakoś znowu zaczął). Oboje zainteresowani rozwijaniem naszych znajomości w jednym, konkretnym kierunku. Oboje wiedzą, że się z kimś spotykam, bo jestem jak zawsze transparentna. Czemu zawsze tak jest, że gdy już się z kimś spotykam i jestem niejako "zajęta" (bo nie uznaję randkowania z kilkoma facetami na raz), to nagle wszystkim się przypomina, że w sumie to jestem ładna, interesująca, miła i cudowna? Halo, gdzie byliście przez kilka ostatnich miesięcy, gdy byłam tak okropnie samotna? Huh..? Zapraszacie mnie teraz na kawę i do kina, ale ja już chwilowo nie szukam rycerza w lśniącej zbroi. Mam już jednego.

PS 2 Odkąd V. pojawił się w moim życiu, chyba ani przez chwilę nie pomyślałam o tym, że czuję się samotna. Nie czuję się też euforycznie, co zwykle było częścią zauroczenia i jednocześnie bardzo szybko gasło. To uczucie, które mam, to taka sobie radość - że ktoś jest i że chce być. I że ja chcę, żeby był. To mnie cieszy. : )

2 komentarze:

  1. Committing the etymological fallacy, 'slut' is hardly an insult actually.

    >Specific modern sense of "woman who enjoys sex in a degree considered shamefully excessive" is by 1966. Meaning "woman of loose character, bold hussy" is attested from mid-15c., but the primary association through 18c. was untidiness. Johnson has it (second definition) as "A word of slight contempt to a woman" but sexual activity does not seem to figure into his examples. Playful use of the word, without implication of messiness or loose morals, is attested by 1660s: '[...] our little girl Susan is a most admirable slut, and pleases us mightily [...]'.

    http://etymonline.com/index.php?term=slut&allowed_in_frame=0

    The more you know... the less the things you have to say are connected with the blog post you're commenting on!


    'Q', 'V', wow. Brakuje jeszcze jakiego Xaviera, by dopełnić niepolskich inicjałów.


    On topic... zdaje się jakimś faktem ewolucyjnym, that people are attracted to people other people are attracted to. Attractiveness -- being hit on or whatever -- is a sign of evolutionary fitness apparently. That's purportedly why single women are attracted to taken men. The evolutionary equivalent of rubbernecking.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to oznacza, że mogę być slutty bez najmniejszego cienia wstydu? ^^

      On topic... Powiem Ci, że to bardzo komplikuje moje relacje damsko-męskie. Dylematy z posta dotyczące dwóch facetów nasiliły się. Sytuację utrudnia fakt, że V. jest naprawdę dobry w łóżku, o czym radośnie rozpowiadam na prawo i lewo. :D

      Usuń