Co tam u mnie słychać...
Podobno jeśli nie piszę postów na blogu, to zwykle dobry znak. Sama nie wiem, chyba to tak jednak nie działa. Po rozstaniu z Victorem trochę zamknęłam się w sobie i nie miałam nawet ochoty tutaj smęcić.
Chciałam zacząć studia, ale okazało się, że brakuje mi paru papierków i niestety będę musiała jeszcze co najmniej pół roku porobić coś innego. Nawet mi to jakoś specjalnie nie przeszkadza. Trudno.
Tylko lat wcale nie ubywa. Niedawno uświadomiłam sobie, że w tym roku skończę już 24 lata i nadal nie skończyłam studiów, nie znalazłam pracy ani męża. Nie mam nawet domu, tak de facto. Trochę się włóczę po świecie, sama nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Meh. Whatever.
Z bardziej pozytywnych rzeczy: byłam wczoraj na kawie z kolejnym jegomościem z Tindera i nie ma we mnie jakiegoś ogromnego entuzjazmu, po prostu bardzo miły chłopak. Nazwę go J. Ma prawie 26 lat, jest blondynem i ma niebieskie oczy. Jest bardzo normalny, niczym nie odbiega od normy. Przystojny, czy jak to moja znajoma powiedziała, very pleasant to look at. W sumie to fajnie nam się rozmawiało. Słuchamy podobnej muzyki. Nadal do mnie pisze, czyli chyba nawet mnie polubił. Pewnie jeszcze się spotkamy.
Co jeszcze... Odkrywam sporo ciekawej muzyki.
Jakoś tak ostatnio uświadomiłam sobie, że jest lepiej. Lepiej niż, dla przykładu, dwa czy trzy lata temu. Mogę powiedzieć, że rzadko czuję się tak naprawdę przybita, to są raczej pojedyncze dni niż jakiś przewlekły stan. Trochę raźniej patrzę w przyszłość. Czuję gdzieś tam głęboko w sobie, że będzie dobrze. Wszystko jakoś się ułoży. Myślę o tym, że za parę lat przygarnę dwa rude koty, będę mieć pracę, wynajmę mieszkanie. Może nawet się zakocham. Tak bardzo nie mogę się doczekać!
Nazywać kogoś normalnym to, mimo wszystko, protekcjonalny afront.
OdpowiedzUsuńDziel się z nami ciekawą muzyką.
https://youtube.com/watch?v=QCjHcLCbTdY
Trzeba by było kiedyś spróbować Tindera, szkoda tylko, że bierze wszystkie dane z Facebooka.
OdpowiedzUsuń