środa, 18 maja 2016

I'm finally doing it right!

W niedzielę będzie moja szósta randka z Thijsem. I przez słowo "randka" rozumiem tu naprawdę randkę, spotkanie podczas którego rozmawiamy, spacerujemy trzymając się za ręce, pijemy herbatę, gramy w planszówki, przytulamy się i całujemy. Stop! Nic więcej!!!

Nie czuję euforycznej radości. Nie czuję, że mój mózg zalewany jest hektolitrami dopaminy, adrenaliny i endorfin, jak to zwykle jest w przypadku stanu zwanego zakochaniem. Lubię ten stan, chociaż jeszcze nigdy nie przyniósł mi niczego dobrego. Wybierałam ludzi niegodnych zaufania, ludzi którzy nie powinni nigdy zaistnieć w moim pogmatwanym życiu. Stan zakochania nie sprzyja podejmowaniu racjonalnych decyzji.

Co jest teraz? Czuję się podekscytowana przed każdym naszym spotkaniem. Trochę też zdenerwowana, trochę spanikowana, ale przede wszystkim radosna. Pozbywam się moich obaw gdy widzę jego twarz. Moje lęki stają się mniejsze i łatwiejsze do pokonania gdy spacerujemy gdzieś razem, a jego dłoń szuka mojej dłoni.

Znamy i spotykamy się od miesiąca i nadal jesteśmy na etapie poznawania siebie. Nadal zadajemy pytania, których nie rozwiązujemy w łóżku.

Czy to oznacza, że przeskoczę całkowicie stan zakochania? Nah, nie odebrałabym sobie tej przyjemności. Po prostu tym razem zrobię to powoli, krok po kroku, więcej myśląc niż czując, starając się trzeźwo oceniać sytuację.

Po raz pierwszy w całym moim życiu - niezależnie od tego, czy będzie z tej relacji związek czy może to wszystko się rozpadnie - czuję, że robię to wszystko w odpowiedniej kolejności.

1 komentarz:

  1. >Stan zakochania nie sprzyja podejmowaniu racjonalnych decyzji.

    Prawda. Dlatego to od dawna mówię, że nieetycznie jest wchodzić w związki z ludźmi, którzy są w tobie zakochani, gdyż stanowi to nadużycie ich niepełnych władz umysłowych.

    OdpowiedzUsuń