Wydawać by się mogło, że blog ten będzie o niczym, ale tak nie jest. Nie umiem pisać o niczym. To męczące, prawie jak przebiegnięcie trzydziestu kilometrów w maratonie przy zerowym przygotowaniu. Da się, ale następnego dnia pojawiają się okropne zakwasy, ból pleców, stawów, stóp i w ogóle wszystkiego. Ja też mam zakwasy gdy piszę bzdury. Dlatego staram się ich unikać, słowa mają dla mnie dużą wartość.
Przypomniał mi się w tym momencie wykład profesora zajmującego się językoznawstwem na temat funkcji języka. I tak wymienił, i dokładnie opisał, funkcję komunikacyjną, nakłaniającą, informacyjną, poetycką... Realizowaniem której z nich zajmę się w moim blogu? Myślę, że każdej po trochu. Będę jakoś tam komunikować się z ewentualnymi czytelnikami - pojawią się na pewno pytania, na które będą oni mogli odpowiedzieć. Ja też pewnie potem dodam coś od siebie. Będę realizować funkcję nakłaniającą, gdyż moje posty w pewnym sensie będą miały również za zadanie skłonienie czytelników do jakiejś refleksji, zadumy nad sobą. Ach, jak to brzmi... O funkcji informacyjnej nie muszę chyba pisać - każdy wie o co chodzi. Doszliśmy do fukcji poetyckiej... No tak. Warto w tym momencie nadmienić, że zajmuję się w pewnym stopniu pisarstwem, chociaż nie powiedziałabym raczej o sobie per pisarka. To określenie wydaje mi się jakieś takie płaskie, niedostosowane, a ja przecież jestem osobą wysoce uduchowioną, bla bla bla... Pozostańmy przy określeniu autorka bloga pisuje różne rzeczy. Czasem pewnie się nimi z czytelnikami podzielę, ale będzie to rzadkie, gdyż ostatnio moja wena twórcza odeszła w niebyt.
Jeśli już o niebycie mowa... Blog jest również po to, aby jakoś wyrwać tę wenę ze szponów niebytu.
Nie są to oczywiście wszystkie funkcje języka. Wymieniłam tylko kilka, coby nie przynudzać. To tyle tytułem wstępu. Zachęcam do odwiedzin, być może nawet warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz