Pustka, pustkowie - te pojęcia wyjątkowo często przewijają się w moim życiu. O pustce pisać chyba nie muszę - każdy w mniejszym lub większym stopniu wie, o co chodzi. Pustkowie widzę, gdy patrzę na swoje życie. Nie ma w nim niczego. Ani jednej rzeczy, do której mogłabym być jakkolwiek przywiązana. Wszystko jest czarno-białe, ale i dzięki temu niezwykle klarowne. Tak klarowne, że wyłania się obraz wszechogarniającego pustkowia, emocjonalnego zera.
Spotykam na swojej drodze całe ogromy pustych ludzi. Pustka, pustość - niby pojęcia bliskoznaczne, ale jednak - między pustymi ludźmi a taką moją pustką istnieje ogromna przepaść. Przepaść nie do przebycia. Przepaść, która jest tak ogromna, że nie widać dna, ani nawet drugiego jej brzegu. Dla osób stojących na jej przeciwstawnych brzegach przepaść ta wygląda jak klif.
W tych pustkach nie ma ani jednej wspólnej rzeczy, ani jednego punktu zaczepienia.
Puści ludzie mają to do siebie, że nie widzą własnej ubogości umysłowej. Przeżywają proste, krótkotrwałe i mało intensywne emocje, cieszą się z małych rzeczy, zwykle nie mają aspiracji ani celów. Po prostu żyją. Spotykają się ze sobą (nie mieszając się z ludźmi "pełnymi"), idą na piwo, śmieją się z suchych dowcipów, mają swoje proste życia. Nie koncentrują się na sobie, w ogóle się na niczym nie koncentrują, bo nie są do tego zdolni. Nawet nie wiedzą, co to znaczy. Nie spędzają czasu na rozmyślaniu o sensie egzystencji. Ogólnie mało myślą. Ich potrzeby ograniczają się do tych fizjologicznych, czasami poczłapią za tłumem do kościoła, "bo tak wypada". I tyle.
Przyglądam się czasami ludziom ode mnie z roku. W sumie sporo jest tam osób naprawdę wartych analizy. Ale jest też kilka kompletnych pustostanów (tak skrótowo nazywam pustych ludzi), czyli osób, z którymi nie miałabym ABSOLUTNIE o czym rozmawiać. Wiem, że szufladkuję. Wiem, że oceniam. Wiem, że nie powinnam.
Ale za żadne skarby nie chcę być taka jak oni.
czwartek, 23 maja 2013
wtorek, 14 maja 2013
Okulaaaaaaary! (:
Kot wybrała się dzisiaj wraz z Lamą do salonu Fielmanna, żeby wreszcie wybrać dla siebie nowe szkła. Poprzednie szlag trafił (delikatnie mówiąc), poza tym poprzedni optyk "się pomylił" i w lewym oku zamiast wstawić mi -0,25, wstawił +0,25. Kot chodziła przez dwa i pół roku w takich trefnych szkłach, cały czas myśląc, że wzrok jej się regularnie pogarsza. A jednak nie.
Nowe oprawki są czarne (też nowość), cieńsze niż te poprzednie i wygodnie leżą na nosie. Wybrałam szkła bez żadnych pierdół, antyrefleksów, poliwęglanów. Mam złe doświadczenia z tego typu cudami. Poliwęglan niezwykle szybko się drapie, a powłoka z antyrefleksem zbiera każdy najmniejszy kurz, odciski palców i tak dalej. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Lamcia niestety nic dla siebie nie wybrała, ale to wina Fielmanna. Mieli same odrażające oprawki, nijak nie pasujące do lamiej mordki, a za szkła w żyłkowych oprawkach zawołali sobie 230 zł. Pfffff, walić to. Ale coś wybierzemy, nie martw się, Lamciu.
(W każdym razie wielkie dzięki za dzisiejszy wypad, chyba właśnie czegoś takiego było mi trzeba, nawet pomimo nieznośnego bólu głowy, który dzielnie przy mnie trwał przez cały dzień. Akcja w Carrefourze również udana, nahahaha. "Tak, brokuły smakowały!" (: )
Odbiór nowych szkiełek za tydzień, może wcześniej - dadzą znać SMS-em. Nie mogę się doczekać. (:
Nowe oprawki są czarne (też nowość), cieńsze niż te poprzednie i wygodnie leżą na nosie. Wybrałam szkła bez żadnych pierdół, antyrefleksów, poliwęglanów. Mam złe doświadczenia z tego typu cudami. Poliwęglan niezwykle szybko się drapie, a powłoka z antyrefleksem zbiera każdy najmniejszy kurz, odciski palców i tak dalej. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Lamcia niestety nic dla siebie nie wybrała, ale to wina Fielmanna. Mieli same odrażające oprawki, nijak nie pasujące do lamiej mordki, a za szkła w żyłkowych oprawkach zawołali sobie 230 zł. Pfffff, walić to. Ale coś wybierzemy, nie martw się, Lamciu.
(W każdym razie wielkie dzięki za dzisiejszy wypad, chyba właśnie czegoś takiego było mi trzeba, nawet pomimo nieznośnego bólu głowy, który dzielnie przy mnie trwał przez cały dzień. Akcja w Carrefourze również udana, nahahaha. "Tak, brokuły smakowały!" (: )
Odbiór nowych szkiełek za tydzień, może wcześniej - dadzą znać SMS-em. Nie mogę się doczekać. (:
środa, 1 maja 2013
Gdybanie
Gdybym to była ja, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Jest zimno, dookoła pustka i półmrok. Cisza, tylko śnieg chrzęści pod stopami, podeszwami butów. Gdybym to była ja, być może byś nie istniał, jak nie istnieję teraz ja, byłbyś niebytem, ale BYĆ MOŻE ja bym istniała i byłoby mi wszystko tak cudownie WSZYSTKO pięknie JEDNO. Śnieg chrzęści pod stopami, słowa pożera nowomowa, pozerstwo, nieczułość i niebyt. Gdybym była sobą, może byś mnie spotkał TU lub TERAZ albo na raz TU i TERAZ, tu w tym śniegu, wychodzi właśnie słońce i oświetla twoją twarz, oświetla śnieg, który błyszczy i migocze ostrzegawczo, ale MIMO TO, MIMO TO TO, nadal chrzęści pod stopami, NADAL MNIE NIE MA, NADAL TYLKO TA PRZEKLĘTA NIEOBECNOŚĆ. Gdybyś to był ty, nie byłoby czekania i topnienia, byłaby niepamięć. Gdybyśmy to byli my...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)