Kot wybrała się dzisiaj wraz z Lamą do salonu Fielmanna, żeby wreszcie wybrać dla siebie nowe szkła. Poprzednie szlag trafił (delikatnie mówiąc), poza tym poprzedni optyk "się pomylił" i w lewym oku zamiast wstawić mi -0,25, wstawił +0,25. Kot chodziła przez dwa i pół roku w takich trefnych szkłach, cały czas myśląc, że wzrok jej się regularnie pogarsza. A jednak nie.
Nowe oprawki są czarne (też nowość), cieńsze niż te poprzednie i wygodnie leżą na nosie. Wybrałam szkła bez żadnych pierdół, antyrefleksów, poliwęglanów. Mam złe doświadczenia z tego typu cudami. Poliwęglan niezwykle szybko się drapie, a powłoka z antyrefleksem zbiera każdy najmniejszy kurz, odciski palców i tak dalej. Nie, nie i jeszcze raz nie.
Lamcia niestety nic dla siebie nie wybrała, ale to wina Fielmanna. Mieli same odrażające oprawki, nijak nie pasujące do lamiej mordki, a za szkła w żyłkowych oprawkach zawołali sobie 230 zł. Pfffff, walić to. Ale coś wybierzemy, nie martw się, Lamciu.
(W każdym razie wielkie dzięki za dzisiejszy wypad, chyba właśnie czegoś takiego było mi trzeba, nawet pomimo nieznośnego bólu głowy, który dzielnie przy mnie trwał przez cały dzień. Akcja w Carrefourze również udana, nahahaha. "Tak, brokuły smakowały!" (: )
Odbiór nowych szkiełek za tydzień, może wcześniej - dadzą znać SMS-em. Nie mogę się doczekać. (:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz