Gdybym to była ja, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Jest zimno, dookoła pustka i półmrok. Cisza, tylko śnieg chrzęści pod stopami, podeszwami butów. Gdybym to była ja, być może byś nie istniał, jak nie istnieję teraz ja, byłbyś niebytem, ale BYĆ MOŻE ja bym istniała i byłoby mi wszystko tak cudownie WSZYSTKO pięknie JEDNO. Śnieg chrzęści pod stopami, słowa pożera nowomowa, pozerstwo, nieczułość i niebyt. Gdybym była sobą, może byś mnie spotkał TU lub TERAZ albo na raz TU i TERAZ, tu w tym śniegu, wychodzi właśnie słońce i oświetla twoją twarz, oświetla śnieg, który błyszczy i migocze ostrzegawczo, ale MIMO TO, MIMO TO TO, nadal chrzęści pod stopami, NADAL MNIE NIE MA, NADAL TYLKO TA PRZEKLĘTA NIEOBECNOŚĆ. Gdybyś to był ty, nie byłoby czekania i topnienia, byłaby niepamięć. Gdybyśmy to byli my...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz