niedziela, 23 czerwca 2013

Powrót do domu

Został jeszcze tydzień na Pomorzu, a potem wracam na wakacje do domu.

Nie wiem, skąd się to uczucie bierze, ale gdzieś wewnątrz siebie czuję, że nie chcę tam wracać. Mimo że wiem, że wracam tylko na dwa miesiące i to nawet nie całe - przecież w połowie lipca jadę na obóz, potem przez cały sierpień czeka mnie praca w labo (chyba, jeszcze nie dzwonili, gdzieś w sobie czuję, że nie zadzwonią, a ja zostanę z laptopem wziętym na raty i pustym portfelem, shit).

Odkąd mieszkam sama i znalazłam sobie pracę, udało mi się schować gdzieś głęboko mój pesymizm. Schowałam go gdzieś w sobie, upchnęłam go szczelnie do małego pudełeczka, a potem zakopałam najgłębiej, jak tylko się dało. Kilka wydarzeń próbowało go wydobyć, ale nie udało im się to. Czuję się silniejsza, lepsza, mogę o wszystkim myśleć, rozkładać wydarzenia na czynniki pierwsze, analizować i czerpać z tego satysfakcję. Ponadto moja finansowa niezależność również podniosła mnie na duchu, pozwoliła mi uwierzyć w siebie i własne możliwości. A co teraz? Teraz mam wrócić na dwa tygodnie do domu i siedzieć w nim bezproduktywnie, nic nie robiąc, zadręczając się myślami. Przecież ja tam umrę. Zburzy się wszystko to, co tak mozolnie odbudowuję. To mnie przeraża, nadmiar wolnego czasu mnie przeraża. To będą straszne dwa tygodnie.

Pesymizmowi póki co wyłazić nie daję i mówię sobie, że to przecież wcale nie będą całe dwa tygodnie. To tylko 12 dni. Przeżyję, przetrwam, dam radę.
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz