czwartek, 29 sierpnia 2013

Zmęczone myśli

Leżę w łóżku. W pokoju panuje półmrok, przez otwarte okno wpada odrobina światła ulicznej latarni. Widzę na ścianie zarys ramy obrazu, który wisi tu od lat. Obok obrazu pusty gwóźdź, do niedawna wisiał w tym miejscu kalendarz. Ale minął rok, nie zdążyłam jeszcze zawiesić kolejnego. I już chyba nie zdążę. Kołdra pachnie płynem do prania, poduszka wchłonęła zapach mojego szamponu do włosów. Materac łóżka jest przyjemnie miękki, lubię na nim zasypiać.

Zamykam oczy. Świat się oddala, zamiera, łagodnieje. Zatapiam się w przyjemnym odrętwieniu. Mijają minuty, ale nie czuję ich. Sen nadejdzie, jeśli nie skupię uwagi, jeśli pozwolę myślom swobodnie płynąć, zataczać kręgi, nie zatrzymywać się przy niczym.

Nie wyszło.

Otwieram oczy, obraz nadal wisi na ścianie, ale jest jakby oddalony. Świat jest dziwnie mały, miniaturowy. Wyciągam przed siebie dłoń. Jest nieznośnie odległa, daleka, mała. Świat składa się z drobinek kurzu i wspomnień. Układa się z nich cała materia. Przestałam być jej częścią? Kiedy to się stało? Czy świat naprawdę jest tak odległy? Co zrobię, jeśli to nie minie? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Zamykam bezwiednie oczy.

Zasypiam.
   

czwartek, 15 sierpnia 2013

Znikanie

Przygarbiony człowiek siedział przy stole, rozmyślając. Obok jego prawego ramienia stała naftowa lampka. Rzucała migotliwe światło na jego twarz. W pomieszczeniu było zupełnie ciemno, lampka była jedynym źródłem światła. Jedyne w tym pokoju okno ktoś szczelnie zasłonił starym kocem, przybijając go w wielu miejscach gwoździami do ściany. Naftowa lampka nie tworzyła półmroku, była tylko jednym, dość jasnym punktem, tak jakby jej blask nie był w stanie przebić się przez gęste powietrze w pokoju. To cisza tak zagęszcza eter, sprawia, że oddychanie staje się męką. I było. Dlatego przygarbiony człowiek starał się nie oddychać - wciągał powietrze dopiero w momencie, gdy w płucach czuł ból. Siedział tak już piąty dzień z kolei - nie jedząc, nie pijąc, oddychając tylko czasami. W pokoju ciągle było ciemno, światło słoneczne nawet za dnia nie było w stanie przebić się przez gruby koc. Przygarbiony człowiek czuł, że niedługo skończy się jego bezkarne siedzenie połączone z łapaniem powietrza. Wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że w niedługim czasie skończy się nafta w lampce. Będzie wówczas zmuszony wstać, wyjść z domu i kupić nowy zapas. Tym razem na dni osiem.

Niespodziewanie przygarbiony człowiek wyprostował się na krześle. Zdjął ręce ze stołu, zawisły na pozór bezwładnie u jego boków. Wyprostowany człowiek wziął do ręki długopis, przysunął się bliżej stołu, wyrwał kartkę z grubego brulionu i zaczął pisać: Osiem butelek nafty. Następnie odwrócił kartkę i napisał: Jebać narratora.

I ja, narrator, zostałem wyjebany z opowieści przez wyprostowanego człowieka. Nikt nie lubi być podglądany, więc wcale mu się nie dziwię. Poza tym, to musi być frustrujące - ktoś opisuje każdy twój ruch, każdy krok, a nawet to, że zasłoniłeś okno kocem i wbiłeś gwoździe w ścianę. No i mamy XXI wiek, a narrator bezczelnie zdradza, że używasz lampy naftowej. Wiem, że mnie słyszysz, więc powiem ci coś, wyprostowany człowieczku. To, że wyłączysz iPhone'a, usuniesz konto na Facebooku i zasłonisz okno kocem nie sprawi wcale, że znikniesz. Chociaż tak bardzo tego chcesz.
     

czwartek, 1 sierpnia 2013

Ja żyję!

Wróciłam niedawno z dwutygodniowego pobytu na obozie. Obawiałam się tego wyjazdu, gdzieś w sobie czułam, że coś może się nie udać, ale okazało się, że wszystko poszło bardzo dobrze. Miałam wspaniałą grupę, z którą znalazłam wspólny język. Oczywiście zdarzały się również sytuacje, w których było ciężko - zwykle były to konflikty pomiędzy chłopcami. Dało się je rozwiązać metodą prób i błędów. Zdałam się na moją intuicję oraz wcześniejsze doświadczenia i okazało się, że to było najlepsze, co mogłam zrobić. Praca z dziećmi wyzwoliła ze mnie masę uśpionej kreatywności, a dodatkowo dała to, czego szukałam od dawna - poczucie bycia potrzebnym.

Długo mogłabym opisywać, co i jak, ale chyba nie ma sensu. Wiem na pewno, że dzięki temu wyjazdowi dotarło do mnie, jak bardzo lubię pracę z dziećmi. To mnie cieszy i daje satysfakcję. Przy okazji wiem, że moje kierunki studiów to słuszny wybór. Tak że póki co na plus.