Miałam tej nocy LD, z którego nie byłam w stanie się wybudzić.
Świat, jak zwykle, był wytworem mojej podświadomości - nad tą częścią świadomego śnienia nie miałam kontroli nigdy, nawet gdy LD przychodziły co noc. Niewiele z tego świata zdołałam zapamiętać. Pamiętam tylko, że byłam u siebie w akademiku oraz że w tym śnie towarzyszyła mi moja współlokatorka Ewa. Przez moment wydawało mi się, że już się obudziłam - umysł miałam dość trzeźwy. Wszystko przebiegało zupełnie inaczej, niż dawniej. Po chwili uświadomiłam sobie, że przecież mój obecny pokój wygląda inaczej - ale mimo to, nie czułam się w nim obco. Rozejrzałam się dookoła. Niestety nie zdołałam zapamiętać zbyt wielu detali - pokój był po prostu większy, miał mniej mebli (może to było tylko wrażenie, spowodowane zwiększeniem wielkości pokoju? nie wiem), a ściany miały kolor zielono-żółty (standardowe przeniesienie z domu rodzinnego, mam w pokoju zielono-żółte ściany). Był dzień, na zewnątrz było zupełnie jasno. To musiała być wiosna lub wczesne lato, bo było stosunkowo ciepło.
Czułam się, jakbym dopiero wstała z łóżka - niby już nie śpię, ale nie jestem jeszcze do końca rozbudzona. Po głowie przebiegła mi myśl, że przecież mój pokój wygląda nieco inaczej, że kilka szczegółów się nie zgadza. Pomyślałam, że nie mogę się teraz obudzić. Uświadomiłam sobie, że już to kiedyś czułam - wiele razy, zawsze podczas snu. I wtedy, odruchowo, spojrzałam na prawy nadgarstek, na którym dostrzegłam tarczę czarnego, elektronicznego zegarka. Nie byłam w stanie odczytać z niego godziny. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że śnię - przecież nie noszę zegarka, a już tym bardziej takiego, który pokazuje jakieś dziwne, przemieszane kreski zamiast aktualnej godziny. Mimo że robiłam to już wiele razy, poczułam potrzebę poparcia mojej tezy jeszcze jednym dowodem - podeszłam do włącznika światła i nacisnęłam go. Nic się nie stało, światło się nie zapaliło. Wtedy byłam już w stu procentach pewna, że śnię, a wszystko dookoła jest wytworem mojej podświadomości. Poczułam zdziwienie. LD od dawna nie pojawiały się u mnie tak same z siebie. Nie próbowałam ich też wywoływać. Od dawna nie zapisywałam snów, zrezygnowałam z regularnego chodzenia spać - zrobiłam dosłownie wszystko, żeby LD odeszły same z siebie. I odeszły. LD z ostatniej nocy zaskoczył mnie, zdziwił - nie byłam na to przygotowana. Pogodziłam się już z myślą, że nigdy do tego nie wrócę. Że nie chcę wracać i że tak jest lepiej.
Zaczęłam się bać. Przypomniałam sobie, co było w moim ostatnim LD, wyśnionym już jakiś czas temu. Straciłam w nim kontrolę nad wszystkim - zachowałam jedynie świadomość i - co najgorsze - nie byłam w stanie się z niego wybudzić. Eksperymentowanie ze świadomym śnieniem dało mi to, że nawet teraz mogę przerwać każdy sen w dowolnym momencie. Każdy sen, ale nie LD. Wybudzenie ze świadomego snu zwykle następowało samoistnie - dzwonił budzik, do mojej podświadomości przebijał się jakiś szmer w pokoju obok, ktoś trzasnął drzwiami - standardowe pobudki. Raz czy dwa zdarzyło mi się we śnie upaść - to również mnie natychmiastowo wybudzało. Ale w LD, które miałam w ostatnich miesiącach moich eksperymentów nic nie było w stanie wyłowić mojej podświadomości ze snu. Wiedziałam, że śnię, ale mimo wszystko ciągle czułam ten strach, lęk, musiałam przed czymś uciekać albo czułam spadanie. Częste były też LD "powtórkowe" - potrafiłam noc w noc świadomie śnić o jakimś traumatycznym wydarzeniu w moim życiu. Podświadomość zawładnęła mną, kreując wokół mnie rzeczywistość, której bałam się najbardziej. Pomimo świadomości, że śnię. Wtedy właśnie zdecydowałam, że to koniec zabawy ze snami.
LD odchodziły powoli. Na końcu zostały już standardowe koszmary, takie bez udziału świadomości. Byłam normalnym obserwatorem i uczestnikiem wydarzeń, ale nie mogłam kontrolować swoich ruchów. Z tych koszmarów było mi łatwo się wybudzić - zwykle robiłam to, gdy miałam już dość. Wraz z upływem czasu koszmary również zniknęły. Nie pojawiały się również regularne sny, a przynajmniej utraciłam zdolność do zapamiętywania ich. Tego jest mi naprawdę szkoda - budzę się rano i nie pamiętam, co robiłam we śnie. Z dwojga złego, mimo wszystko, lepsze to, niż pamiętanie okropnych snów.
A ten LD z ostatniej nocy... W sumie nie było w nim nic strasznego, nic, co mogłoby sprawić, że powinnam się bać. Świadomość trwała jakiś czas, ale pamiętam, że nie byłam w stanie się obudzić, przerwać tego snu. Eksplorowałam otoczenie, szłam akademikowym korytarzem oraz chodnikiem przed budynkiem. Wszystko było żywe, zielone. Zastanawiam się teraz, czemu nie robiłam niczego konkretnego - w tamtym momencie chyba po prostu nie było mi to potrzebne. Co jakiś czas zerkałam na prawy nadgarstek, jakby upewniając się, że ciągle jeszcze śnię. W pewnym momencie miałam wrażenie, że zaczynam się budzić: otwieram oczy, wstaję z łóżka, zaczynam się ubierać, ale było to wybudzenie pozorne - wszystko to było częścią mojego dziwnego LD.
Obudziłam się dopiero jakiś czas później (moja współlokatorka wstawała do WC i kopnęła niechcący butelkę, stojącą przy moim łóżku). Spojrzałam na prawy nadgarstek - nie było na nim zegarka.
Zastanawiam się, co może zwiastować powrót LD. Może to był tylko jednorazowy zryw? Przyznaję, że kusi mnie perspektywa świadomego śnienia, ale jakaś część mnie ma nadzieję, że to się już nie wydarzy.
A: How did you finally get out of the dream? See, that's my problem. I'm like I'm trapped. I keep thinking that I'm waking up, but I'm still in a dream. It seems like it's going on forever. I can't get out of it. I wanna wake up for real. How do you really wake up?
B: I don't know. I'm not very good at that anymore. But if that's what you're thinkin' you probably should. I mean, if you can wake up, you should, because some day you won't be able to. So, it's easy, you know - just wake up.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz