czwartek, 14 sierpnia 2014

Sama nie wiem...

Nie było mnie tu tak dawno, że w sumie nawet nie wiem, o czym miałabym napisać... Wiele się wydarzyło. Zdałam licencjat, wyjechałam na obóz, na pierwszym turnusie skręciłam kostkę i wróciłam do domu z nogą w gipsie. A miało być tak pięknie...

Siedzę w domu i zdycham z braku konkretnych zajęć. Gipsu już nie mam, ale noga jest ciągle jeszcze mało sprawna. Kuśtykam.

Dzisiaj przyjechała mama, spędziłam z nią trochę czasu. Jutro też spędzę. I pojutrze.

Jak to jest, że ktoś, kto uważa siebie za katolika nie wie, jakie jest jutro święto? Usłyszałam od paru osób, że "zielone świątki", a przecież jutro jest Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Czemu ja, która z Kościołem ma wspólnego tyle samo, co ziemniaki na polu wie o tym, a oni nie? Odpowiedź jest prosta: uważnie studiuję kalendarze, które skrzętnie oznaczają na czerwono wszystkie wolne od pracy dni. I to chyba na tyle.

Kupiłam bilet samolotowy na 1. września. Ciekawi mnie perspektywa wyjazdu na ten EVS. Muszę tylko załatwić kilka ostatnich spraw i reszta powinna pójść z górki. Jak tam będzie? Czy odnajdę to, czego od dawna tak rozpaczliwie szukam? Za dużo jest ostatnio nadziei w moim życiu - za mało pewności.

Przed wyjazdem muszę jeszcze odwiedzić Gdańsk, odebrać dyplom i załatwić kilka spraw.

Idę spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz