Na stacji kolejowej w Nijmegen jacyś dobrzy ludzie wpadli na genialny pomysł, żeby postawić pianino. Jest to projekt buiten spelen, czyli "granie na świeżym powietrzu". Każdy, kto ma ochotę, może przysiąść przy pianinie i zagrać dla śpieszącego się tłumu ludzi. W Polsce też widziałam takie panino, tylko raz, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Czasami ludzie grają okropnie, ale zdarzają się też prawdziwe perełki. Tak też było i dzisiaj.
Byłam w drodze do Tilburga, jechałam z przesiadką w Nijmegen. Miałam 30 minut do przeczekania pomiędzy pociągami. Przy pianinie na stacji siedział chłopak, na oko jakieś 20 lat, obok niego stał drugi młodzieniec, wiek mniej więcej ten sam. Chłopak zaczął grać. Nigdy wcześniej nie słyszałam niczego podobnego. Grał z ogromną pasją. Drugi chłopak tylko stał, pił red bulla i przyglądał się koledze. Stanęłam z daleka, oparłam się o barierkę i chłonęłam muzykę. Chłopak skończył utwór, zaczął grać kolejny, tym razem wolny, łóżkowy kawałek. Miód dla uszu. Nie popełniał żadnych błędów. Grał całym sobą. Miałam ochotę podejść i podziękować mu za tę muzykę. A potem wyjąć wszystkie moje oszczędności i błagać go o napisanie i zagranie soundtracka do mojego życia.
Nic takiego się nie wydarzyło. Za to wydarzyło się coś więcej.
Grający chłopak wstał, objął swojego kolegę i pocałował go w usta.
Stojący chłopak wypuścił z rąk pustą puszkę po red bullu.
Trwali tak chwilę, w uścisku. Nikt nie zwrócił na nich uwagi.
Cichutko oddaliłam się w stronę peronu, jakby bojąc się, że mogę zniszczyć im tę magiczną chwilę. Przypadkiem stałam się świadkiem czegoś wyjątkowego.
Miłość jest magią i chyba zaczynam znowu w nią wierzyć. ; )
Prawdziwy wirtuoz pianina umiałby grać i całować się jednocześnie.
OdpowiedzUsuń