Może się nam udać albo nie udać. W sumie nie ma nic pomiędzy.
Jest tylko TAK albo NIE. Pomiędzy nie ma nic.
Może nam się uda.
Chciałabym.
Myślimy z Mr. T. o mieszkaniu razem i dopadają nas nieznośne problemy i niedopowiedzenia. On, jak to on, sam nie wie, czego chce. Chce ze mną mieszkać. Nie chce mieszkać za daleko od jego rodzinnej miejscowości. Ja z kolei chcę z nim mieszkać, ale nie chcę mieszkać w jego rodzinnej miejscowości. Nie teraz. Teraz potrzebuję mieszkać blisko miasta, w którym będę studiować. On chce kupić dom. Mnie na kupno domu nie stać, więc wolałabym razem z nim coś wynająć. Wczoraj wieczorem powiedziałam mu, trochę zbyt ostro, że pora nareszcie dorosnąć i przestać zachowywać się jak dziecko. Głupio mi było, ale Mr. T., ku mojemu zaskoczeniu, przyznał mi rację. Nie wiem, do czego to zmierza.
Coś mi mówi, że jeśli będę się trzymać Mr. T., wszystko się jakoś w życiu poukłada. Nigdy wcześniej przy nikim się tak nie czułam. Nie chciałabym, żeby ten związek rozwalił się przez jakąś jedną źle podjętą decyzję. Z drugiej strony nie chcę zmieniać ot tak jego planów, bo bądź co bądź, ale nie jesteśmy razem jakoś szczególnie długo.
Trudne sprawy...
poniedziałek, 24 października 2016
niedziela, 16 października 2016
Wdzięczność
Dokładnie przedwczoraj minęły 4 miesiące odkąd jestem w związku z Mr. T.
Chciałabym powiedzieć, że jest tylko miło, fajnie i cudownie, ale czasami ten związek wyczerpuje mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Thijs jest cudowną osobą. Jest troskliwy, czuły, wrażliwy, pomocny, szczery. Wiem, że mnie kocha i wiem, że to jest prawdziwe uczucie. On jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Gdy nie czuję się na siłach, żeby wyjść z domu, on zostaje ze mną i nigdy nie narzeka. Czasem wyciąga mnie na siłę i w sumie to wychodzi mi to na dobre, zwykle.
Thijs jest zupełnie inny, niż ja. Takie dokładne przeciwieństwo mnie. Osoba niezorganizowana, mająca problemy z organizacją czasu w taki sposób, żeby być na czas. Osoba niezdecydowana. Osoba spokojna, zrównoważona, optymista patrzący w przyszłość z uśmiechem.
A ja? Ja jestem zawsze na czas, a nawet 15 minut za wcześnie. Zawsze wiem, czego chcę. Jestem niespokojna, niezrównoważona (och, jak to brzmi!), pesymistka patrząca w przyszłość i nie widząca żadnej przyszłości.
Wychodzenie z Thijsem na jego rodzinne spotkania, imprezy, wesela jego przyjaciół - to wszystko mnie psychicznie wykańcza. Ja nie pasuję do jego świata. Ja nigdzie nie pasuję, nigdzie nie należę, tylko się włóczę: wpadam do czyichś światów na jakiś czas, a potem z nich wypadam.
Od jakiegoś czasu czuję, że pora wypaść z Thijsowego świata. Jakaś część mnie mówi mi, że lepiej się oddalić, póki jeszcze nie jest za późno. Ale on nie daje mi z niego wypaść. On jest zawsze dla mnie, zawsze gdy go potrzebuję. A potrzebuję go często.
On nie zostawia mnie samej, gdy rozpadam się na milion maleńkich kawałeczków. On mozolnie składa mnie z powrotem w całość. Nikt nigdy nie był dla mnie w takich momentach, nikt nigdy nie widział mnie w stanie pokawałeczkowanym. Nikt nigdy nie chciał, nikt nigdy nie spróbował.
Thijs patrzy na mnie i nie widzi żadnych blizn, żadnych skaz. Dla niego jestem dobrą dziewczyną, nawet jeśli sama w to nie wierzę. Nawet jeśli lęk, który czuję, odbiera mi w jakiś sposób zdolność do logicznego myślenia, on zawsze jest dla mnie. Zawsze gotowy do wysłuchania kolejnej porcji nielogicznych myśli, kolejnej porcji strachu i niepewności. On jest pewny.
Pewny, że to tylko chwila, która minie, a potem wrócę ja.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)