niedziela, 16 października 2016

Wdzięczność

Dokładnie przedwczoraj minęły 4 miesiące odkąd jestem w związku z Mr. T.

Chciałabym powiedzieć, że jest tylko miło, fajnie i cudownie, ale czasami ten związek wyczerpuje mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Thijs jest cudowną osobą. Jest troskliwy, czuły, wrażliwy, pomocny, szczery. Wiem, że mnie kocha i wiem, że to jest prawdziwe uczucie. On jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Gdy nie czuję się na siłach, żeby wyjść z domu, on zostaje ze mną i nigdy nie narzeka. Czasem wyciąga mnie na siłę i w sumie to wychodzi mi to na dobre, zwykle.

Thijs jest zupełnie inny, niż ja. Takie dokładne przeciwieństwo mnie. Osoba niezorganizowana, mająca problemy z organizacją czasu w taki sposób, żeby być na czas. Osoba niezdecydowana. Osoba spokojna, zrównoważona, optymista patrzący w przyszłość z uśmiechem.
A ja? Ja jestem zawsze na czas, a nawet 15 minut za wcześnie. Zawsze wiem, czego chcę. Jestem niespokojna, niezrównoważona (och, jak to brzmi!), pesymistka patrząca w przyszłość i nie widząca żadnej przyszłości.

Wychodzenie z Thijsem na jego rodzinne spotkania, imprezy, wesela jego przyjaciół - to wszystko mnie psychicznie wykańcza. Ja nie pasuję do jego świata. Ja nigdzie nie pasuję, nigdzie nie należę, tylko się włóczę: wpadam do czyichś światów na jakiś czas, a potem z nich wypadam.

Od jakiegoś czasu czuję, że pora wypaść z Thijsowego świata. Jakaś część mnie mówi mi, że lepiej się oddalić, póki jeszcze nie jest za późno. Ale on nie daje mi z niego wypaść. On jest zawsze dla mnie, zawsze gdy go potrzebuję. A potrzebuję go często.
On nie zostawia mnie samej, gdy rozpadam się na milion maleńkich kawałeczków. On mozolnie składa mnie z powrotem w całość. Nikt nigdy nie był dla mnie w takich momentach, nikt nigdy nie widział mnie w stanie pokawałeczkowanym. Nikt nigdy nie chciał, nikt nigdy nie spróbował.

Thijs patrzy na mnie i nie widzi żadnych blizn, żadnych skaz. Dla niego jestem dobrą dziewczyną, nawet jeśli sama w to nie wierzę. Nawet jeśli lęk, który czuję, odbiera mi w jakiś sposób zdolność do logicznego myślenia, on zawsze jest dla mnie. Zawsze gotowy do wysłuchania kolejnej porcji nielogicznych myśli, kolejnej porcji strachu i niepewności. On jest pewny.

Pewny, że to tylko chwila, która minie, a potem wrócę ja.

Kocham go i jestem tak cholernie wdzięczna, że pojawił się w moim życiu.


Gdańsk, sierpień 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz