niedziela, 27 kwietnia 2014

Uroki potencjalności

Macie czasami wrażenie, że żyjecie w świecie złudzeń? Ja mam często. Ale już mnie to nie martwi, raczej bawi. Za każdym razem, gdy ponosi mnie wyobraźnia (bo nie będę sobie wmawiać, że tak po prostu bywa, czy coś; to musi być wina mojej niewyżytej fantazji), a potem brutalnie zderzam się z rzeczywistością, chce mi się śmiać. To jest śmieszne. Ludzie są śmieszni. Ja jestem śmieszna.

Byłam u ortopedy, dostałam skierowanie na rehabilitację. Po wyjściu z gabinetu byłam zadowolona - w końcu nie trafię pod nóż, jeszcze coś da się zrobić. Po podejściu do rejestracji na rehabilitację moja radość minęła - najbliższe wolne terminy to przełom listopada i grudnia. Ortopeda powiedział mi, że jeśli ból będzie się utrzymywał, mam przyjść po skierowanie do neurochirurga. Zastanawiam się, czy jest sens czekać, czy może lepiej od razu wziąć to skierowanie i nie łudzić się, że "pilna" rehabilitacja w grudniu po południu coś da. W innych przychodniach sytuacja jest dokładnie taka sama.

Z ciekawszych rzeczy: byłam na koncercie Riverside w środę. Było nieziemsko, chociaż byłam tam zupełnie sama. Spotkałam O., ale rozmowa średnio się kleiła. W sumie się nie dziwię. Zwiałam przy pierwszej okazji.

Pakuję manatki, od jutra Prokopów na cały tydzień. Czuję, że będzie ciekawie. Być może tym razem chociaż na chwilę nie będę musiała się rzucać w wir złudzeń. Nanana.

Edit: To jest post nr 37! Jakoś bardziej mnie cieszy niż pierwsze urodziny bloga. (:
   

wtorek, 22 kwietnia 2014

Kurwa mać, mój strój

kąpielowy został w Warszafce. Musiał to zrobić akurat teraz i akurat mnie. Chciałabym go kiedyś odzyskać, tak samo jak kapcie, klapki i godność.

Pozdrowienia przesyła mój ból dupy.
   

piątek, 18 kwietnia 2014

Po(d)stępy

Tym razem dopadła mnie dobra passa. Zakwalifikowałam się na projekt, o którym czytałam jakiś czas temu. 28. kwietnia jadę do Poznania i spędzę tam cały tydzień. Poznam nowych, ciekawych ludzi z zagranicy. Pewnie jeszcze do tego wrócę, póki co nie ma jeszcze za bardzo o czym pisać.

Co poza tym? Poznałam ciekawego faceta, byłam z nim wczoraj na kawie. Spotkaliśmy się o 18:30. Przyznam szczerze, że zwykle po godzinie takiego randkowania mam dość i zwijam się do domu. Tym razem było inaczej - rozmawiało mi się wyjątkowo lekko, chociaż tematy wcale nie należały do najłatwiejszych. Czułam, że on mnie w pewien sposób rozumie. Człowiek smutny tak, jak ja. I obietnice dotyczące łatwych znajomości poszły do diabła. ;) Ale co ja poradzę, że zwykle tylko smutni ludzie są ciekawi? Randka skończyła się o 22:00, zostałam odprowadzona pod sam akademik, po czym pożegnana i niejako zmuszona do zapewnienia, że w poniedziałek też się zobaczymy. Cieszy mnie to! :)

Wróciłam dzisiaj do domu, przyjechała też mama. Dobrze jest ją zobaczyć. :)

Niestety znowu jestem chora. Nie wiem, co się ostatnio dzieje z moją odpornością. Chyba trochę przesadzam i zbyt cienko się ubieram, a to przecież zdradliwy kwiecień. Mam zamiar się przez weekend wykurować, dlatego też leżę dzisiaj (z małymi przerwami) w łóżku, piję ciepłą herbatę i odpoczywam.

W poniedziałek rano wracam do Gdańska, we wtorek mam ortopedę, a w środę koncert Riverside. Jutro dowiem się, czy udało mi się wygrać bilet. Byłoby miło. :)

Zastanawiam się tylko, gdzie w całej tej dobrej passie znajduje się jakiś haczyk. Podstęp musi przecież być, jakże by inaczej!

To chyba na tyle. Do pozdrowień z Dolnego Śląska dołączam ten oto utwór:


Miłego wieczoru!
    

czwartek, 10 kwietnia 2014

Fenomen sałatki

Zrobiłam dzisiaj moją ulubioną sałatkę warzywno-serowo-mięsną. Nie wiem, jak ją nazwać. W tej sałatce jest magia. To połączenie zwykłych składników przyprawia moje kubki smakowe o istną ekstazę. Za każdym razem, gdy ją jem. Co w niej takiego wyjątkowego? Wygląda przeciętnie, pachnie przeciętnie, ale ten smak... Cud!

Nigdy tego nie robiłam i już pewnie nigdy nie zrobię, ale podam teraz przepis na moją fenomenalną sałatkę. Kto wie, kogo jeszcze zachwyci.

Sałatka autorska Kota

Składniki:
15 dag sera żółtego o łagodnym smaku
15 dag dowolnej wędliny (np. polędwicy sopockiej albo kiełbasy krakowskiej)
puszka kukurydzy
puszka fasoli czerwonej
pół słoika cebulki marynowanej
duża cebula czerwona
dwie łyżki majonezu
dwie łyżki śmietany lub jogurtu typu greckiego
sól, pieprz

Ser i szynkę kroimy w kosteczkę. Wsypujemy do sporej miski, dosypujemy odcedzoną kukurydzę i fasolę. Cebulkę marynowaną kroimy na połówki i dodajemy. Cebulę czerwoną kroimy na ćwiartki i siekamy. Dodajemy do reszty składników, mieszamy całość. Dodajemy majonez i jogurt. Mieszamy ponownie. Dodajemy sól i pieprz do smaku.

Ta-dam! Jak widać, składniki są całkiem przeciętne, a ten smak... Mmmmm. Smacznego. ^^
     

czwartek, 3 kwietnia 2014

Prawie

No i jednak dopadła mnie ta wiosenna deprecha. Kurcze, jak to jest, że ludzie się normalnie poznają, spędzają ze sobą czas, widują?

To wszystko przez to, że nie umiem pogodzić się z tym, że to jest właśnie to. To jest moje życie. Tak było przecież zawsze. Ludzie przewijają się przez nie, każdy zostawia mniejsze lub większe ślady. Niektórych wspomina się dobrze, innych źle. Nikt nie zostaje.

A może po prostu powinnam zadowolić się kimś prawie? Prawie w moim typie, prawie kochającym koty, kimś z kim mogłabym porozmawiać prawie na każdy temat i z kim czułabym się prawie dobrze prawie każdego dnia?

Może takim prawdziwym, dobrym postanowieniem byłoby przestać się męczyć, przestać szukać, gonić za czymś, czego nie ma i zaakceptować to, co mam?

Prawie potrafiłabym go dotrzymać.