Zaśpijmy dzisiaj – będzie fajnie. Zaśpijmy specjalnie. Udajmy gorączkę, udajmy malarię. Olejmy awizo, zignorujmy dzwonki, grajmy zaginionych, tylko troszkę martwych. Zaśpijmy zupełnie – dzień dniem bez nas zróbmy. Bez nas się obejdą te ważne spotkania, te straszne wypadki. Zaśpijmy dzisiaj, nie mówmy już nic.
Agnieszka Wolny-Hamkało, Fleszmob [w:] Nikon i Lejca, Wrocław 2010
***
Wiecie, Norwegia jest piękna. Oslofjord jest cudowny. Polecam bardzo-bardzo.
Nie polecam tylko nocowania u nieodpowiedzialnych Afgańczyków.
Jest rok 2011. Noc, pusty przedział pociągu relacji Bielsko Biała Główna - Gdynia Główna. Jest chłodno, więc to pewnie zima. Du-dum, du-dum.
Leżę na czterech wolnych miejscach, jestem przykryta kocem, pod głową mam małą poduszkę. Jest wygodnie, chociaż moje ciało powoli traci swoje ciepło. Niby nie śpię, ale nie jestem też do końca świadoma tego, co się wokół mnie dzieje. Przez dźwięk sunącego po szynach pociągu mam wrażenie, że lecę. Muzyka tworzy słabą ścianę, przez którą dźwięk pociągu częściowo przenika. Du-dum, du-dum.
Przede mną jeszcze pięć godzin podróży - za mną już sześć. "Bliżej niż dalej" to pojęcie bardzo względne. Wie się o tym najlepiej wsiadając na obskurnym katowickim dworcu do jeszcze bardziej obskurnego pociągu. Wie się o tym równie dobrze, gdy się z niego wysiada na równie obskurnym dworcu głównym w Gdańsku. Czas sączy się jak krople z nieszczelnego kranu. Konduktor odwiedził mój przedział trzy razy. Za każdym razem inny. Niektórzy z nich już mnie kojarzą, w końcu jeżdżę tym pociągiem niemal co dwa tygodnie, prawie na całej długości trasy. Uśmiecham się, pokazuję bilet i zapadam w ten nocnopociągowy stan. Du-dum, du-dum.
Lokomotywa wyje. W takich chwilach muzyka wżera mi się w mózg.
Jest rok 2014. Nocny pociąg z Katowic do Gdańska jedzie teraz 10 godzin. Wiem, bo sprawdziłam. Zamykam oczy i niemal czuję zapach tamtego przedziału. Brakuje tylko świadomości, że jesteś.
Znacie to z pewnością. W pamięci upływ czasu zapisuje się w rozmaitych rejestrach. Zdarzają się miesiące, a nawet lata, które nie pozostawiły po sobie prawie śladu we wspomnieniach, nie licząc kolejnych rocznic, świąt i siwych włosów. Można by to nazwać rejestrem nawykowym pamięci, rejestr ten służy wyłącznie zachowaniu minimalnej orientacji w życiu i na ogół wystarcza. Pośrodku umieściłbym ów magazyn śladów neuronowych, który zawiera pamięć o wycinkach egzystencji wymykających się rutynie codzienności. Piękne wakacje, rzadkie okresy wytężonej i zarazem owocnej pracy, narodziny dzieci. Wspomnianego rejestru ludzie używają, aby wspólnie przywoływać przeszłość. I wreszcie, na samej górze, albo też na samym dole – w zależności od tego, skąd się patrzy – mamy skromny schowek, gdzie przechowuje się chwile najważniejsze, punkty zwrotne, te momenty i zdarzenia, po których nic już nie było takie, jak dawniej. Zapisany w pamięci upływ czasu zwalnia, ustaje, sprowadza się do niemal całkowitego bezruchu, sekundy kapią ja krople z kranu, ku swojej konieczności. W tym rejestrze pośpiech jest zbędny, wszystko już się stało, można tylko smakować uwięziony czwarty wymiar, rozciągać go, dotykać, bawić się nim niczym jarmarcznym balonikiem. To nie wyczerpuje tematu, powiecie. Oczywiście wspomnijmy w tym miejscu, że istnieje jeszcze czwarty magazyn, ale ktoś ciągle gubi do niego klucze. To jest magazyn, który zawiera wszystko, czego pamiętać nie chcemy. Otóż niedawno znalazłem te klucze, miałem je zresztą przez cały czas w kieszeni.
P. Kofta, O pamięci, [w:] Bura małpa, Warszawa 2004
Chyba lubię pisać o pierdołach. Gdy w moim życiu dzieje się coś ważnego, jakoś nie idzie mi pisanie o tym na blogu. Wstawiam wtedy dwu- lub trzyzdaniowy post i koniec. Tym razem będzie podobnie.
Wróciłam z Prokopowa, z projektu, w którym brałam udział. Dotyczył niepełnosprawności. Spędziłam czas naprawdę świetnie - poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, nawiązałam nawet nić porozumienia z jedną dziewczyną. Jest w moim wieku, studiuje w Warszawie audiofonologię, więc całkiem pokrewny kierunek. Niedawno zapytała mnie, czy chciałabym w czerwcu wziąć udział w jej projekcie. Oczywiście zgodziłam się - pewnie znów będzie szalenie ciekawie. Ma to być wymiana polsko-chorwacka, a tematem przewodnim jest integracja osób niesłyszących i słyszących poprzez sport. Nie mogę się doczekać!
A co poza tym? Po staremu. Mam trochę problemów na uczelni, ale czuję, że sobie z nimi poradzę.
Wróciłam do szukania EVS-u dla siebie. Bardzo chciałabym wyjechać na rok i odpocząć od tego wszystkiego. Mam wrażenie, że to byłaby doskonała okazja do poukładania mojego życia.