sobota, 16 sierpnia 2014

Uważajcie

Dostałam dzisiaj ciekawą, ale i poruszającą wiadomość na Facebooku, od dziewczyny, której kiedyś pomogłam:

Cześć! Zły okres już dawno za mną, mimo to czasem nachodzą gorsze wspomnienia (jak cudownie, że są obecnie tylko nimi). W każdym razie, chciałam Ci raz jeszcze podziękować, że w dobie ludzkiej znieczulicy, a już zwłaszcza tej w anonimowym Internecie, nie zignorowałaś wtedy moich słów i bardzo mi pomogłaś. Nie pamiętam, co wtedy siedziało mi we łbie, ale wiem, że byłam gotowa na wiele głupot, przez które mogłabym utracić szansę na obecne szczęście. Dziękuję i - tak, jak chyba zapowiedziałam Ci już wtedy - nigdy Ci tego nie zapomnę. Pozdrowienia. :)

Od paru dni mam naprawdę kiepski nastrój, ale ta wiadomość...

W lutym 2013 roku rozmawiałam na czacie z różnymi osobami. Nic nadzwyczajnego - pisanie o niczym. Wchodzę zawsze na te same czatowe pokoje, jest sporo ludzi, którzy robią podobnie - chcąc nie chcąc spotykamy się, pamiętamy siebie nawzajem, rozmawiamy ze sobą. To zbliża ludzi, a przynajmniej przybliża mnie do nich (nie jestem do końca pewna, czy to działa w obie strony). Na jeden z pokoi wchodziła pewna dziewczyna - w wieku zbliżonym do mojego, ładna, rozgarnięta. Wiedziałam o niej kilka rzeczy, czasami gadałyśmy, była między nami jakaś nić porozumienia.

Któregoś dnia dziewczyna ta weszła i była wyraźnie przybita. Pisała, że jest bardzo źle, że ma dość i że zawaliło jej się życie. Próbowałam z nią rozmawiać na privie, ale nie dało się - po paru minutach napisała coś w stylu "żegnaj" i wylogowała się. I wtedy wszystko się zaczęło.

A raczej ja coś zaczęłam: poszukiwanie. Próbowałam na wszelkie sposoby dostać się do niej, pomóc jej, uchronić przed czymś, co mogła zrobić. Przekopałam cały Internet, znalazłam ją na last.fm, aż wreszcie dotarłam do jej Facebooka. Napisałam wiadomość - nie odpisywała. Napisałam do jej znajomych, aż wreszcie ktoś podał mi jej numer telefonu. Napisałam SMS. Po chwili przyszła na Facebooka. Długo wtedy rozmawiałyśmy. Po tym dniu pisałyśmy jeszcze kilka razy i kontakt się urwał, ale widziałam ciągle, że jest raz na jakiś czas online na facebookowym czacie. To mi wystarczało. Po roku usunęłam się z jej grona znajomych - nie chciałam być fikcyjnym znajomym, wspomnieniem złego czasu. Dziewczyna w końcu wyszła na prostą i wszystko było okej.

A dzisiaj, równo o 22:00... Ona napisała do mnie. Napisała, żeby podziękować za to, że ją wtedy uratowałam. Za to szczęście, które teraz ma - tak jakby ono zależało w jakikolwiek sposób ode mnie.

Ja tylko nie pozwoliłam zgasnąć malutkiej iskierce.

Proszę, jeżeli ktokolwiek to teraz czyta: bądźcie uważni. Patrzcie na ludzi wokół Was. Obserwujcie. W razie potrzeby - reagujcie. Nie pozwólcie im odejść zbyt wcześnie. Jest jeszcze tyle pięknych rzeczy do zrobienia. Wystarczy tylko chcieć - a chcieć to MÓC.

Optymistycznie pozdrawiam. (:

3 komentarze:

  1. Czyżby Twój głos już na zawsze miał tu zamilknąć?

    OdpowiedzUsuń
  2. Brak czasu i trochę mi głupio, że od tak długiego czasu nic nie wstawiałam. Nie wiem, co lepsze: walnąć combo-posta za cały ten czas czy może lepiej trochę nagiąć rzeczywistość i opublikować posty już napisane, ale zapomniane...

    OdpowiedzUsuń
  3. Naszła mnie myśl, że być może czynniki, które wzbudzały w Tobie potrzebę publikacji wewnętrznych monologów już przygasły...

    OdpowiedzUsuń