poniedziałek, 30 marca 2015

Ulice

Ulice, tak dużo ulic… Idę nimi sama, mijam budynki. Nie wiem, dokąd idę, chociaż wydaje mi się, że znam bardzo dobrze drogę do tego miejsca. Czas nie ma większego znaczenia, liczy się bardziej proces dotarcia na miejsce. Chłonę przestrzeń, chłonę te ulice, chłonę zachmurzone niebo. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że nie idę już sama, że jesteś obok mnie. Idziemy i rozmawiamy, jak kiedyś. Jest normalnie i nienormalnie jednocześnie.

Nagle zaczynasz biec, usiłuję dotrzymać ci kroku, ale jestem słabsza i zostaję w tyle.

Wbiegasz do tunelu, przemykasz pomiędzy ludźmi, bardzo się dokądś śpieszysz. Krzyczę za tobą, że nie dam rady dłużej biec, że nie jestem wystarczająco szybka, pędzisz, znikasz gdzieś, pewnie wbiegłeś już na peron, biegnę dalej. Schody są dziwnie wąskie i mam wrażenie, że zaraz spadnę.

Jestem już na peronie. Stoją na nim dwa bezimienne pociągi. Tablice nad torami są nieczytelne, nie wiem, do którego pociągu wsiadłeś, czuję bezradność. Co zrobić? Zamykają się drzwi wagonów, jeden z pociągów odjeżdża, rozpaczliwie szukam wszędzie twojej twarzy, ale jestem tam zupełnie sama. Czy wrócisz tu po mnie? Czy zostawisz to wszystko i spróbujesz mnie odnaleźć? Czuję tylko lodowate podmuchy marcowego wiatru na twarzy. Obraz zamazuje się.

Jestem teraz w pociągu, ale nie wiem, dokąd jadę. Dookoła mnie twarze, które skądś rozpoznaję. Pociąg staje, wszyscy wysiadają, też chcę wysiąść, ale moja torba rozrywa się i cała jej zawartość wypada na podłogę, rozsypuje się po całym wagonie. Zbieram mozolnie swoje rzeczy. Drzwi zamykają się i zostaję zupełnie sama w opustoszałym wagonie.

Gasną światła.

Budzę się.

      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz