wtorek, 7 kwietnia 2015

Zagubiona autostrada

Jedziemy autostradą, w sumie nie wiem nawet dokąd. Ty, obok ciebie mama, a na tylnym siedzeniu ja. Jest ciepło, więc to musi być lato. Na drzewach liście, delikatnie poruszane przez ciepły wiatr.

Zjeżdżasz na pas awaryjny. Mówisz, że jesteś już bardzo zmęczony i musisz się trochę zdrzemnąć. "Teraz ja mogę trochę poprowadzić", przebiega mi przez głowę, "niech tato trochę odpocznie". Mimo to, milczę. Mama mówi, że nie możesz się tutaj zatrzymywać i tak stać bez powodu, ale odpowiadasz jej, że to w porządku. Mama pyta, czy dobrze się czujesz, "tak", odpowiadasz.

Czuję ból. Zrywam się nagle, jak oparzona, nachylam się do ciebie z tylnego siedzenia. Oplatam ramionami twoją szyję. Czuję twoje ciepło, twój zapach. Słyszę własne słowa: "Tato, chciałabym, żebyś wiedział, że bardzo cię kocham. Proszę cię, nie umieraj kolejny raz". Odpowiadasz, że nie możesz już dłużej zostać, że twój paszport był ważny tylko przez cztery lata. Masz przy tym takie bezradne oczy. Patrzę w nie, mrugam, milczę, udaję, że nie usłyszałam, albo że nie do końca rozumiem. Obraz rozpływa się.

Budzi mnie przeraźliwy świergot ptactwa za oknem. Jest prawie szósta rano, już świta.

Dociera do mnie, że przecież nigdy tu nie byłeś, a mimo to czuję tu teraz twoją nieobecność.

Jest wtorek, 7. kwietnia 2015. Półtora miesiąca, odkąd cię z nami nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz