Zauważyłam ostatnio, że jestem bardzo samotna.
Nie pamiętam już, kiedy z kimś porozmawiałam, ale tak naprawdę. Nie odzywam się do mojej mamy, nie piszę do brata. Do ludzi, których lubię też jakoś nie piszę. Do nikogo nie dzwonię i nikt nie dzwoni do mnie. Od dawna, dawna, dawna. Nie wchodzę za bardzo na czat, nawet o tym nie myślę. Jedna współlokatorka, z którą znalazłam nić porozumienia, znalazła sobie faceta i ten nowy związek pochłania 100% jej uwagi.
Idę ulicą, patrzę na ludzi. Nikt mnie nie widzi. Kiedy stałam się tak dobitnie niewidzialna? Myślę, że zawsze już będę sama, że ta samotność i to uczucie nigdy nie minie. I nikt nie zwróci na mnie uwagi, bo każdy widzi, jaka zjebana jestem.
Nigdy nikogo nie pokocham, nigdy nikt nie pokocha mnie, bo jestem bezwartościowa, brzydka, nieciekawa, nietowarzyska, niewidzialna.
Chciałabym, tak bardzo chciałabym się nigdy nie urodzić.
piątek, 24 kwietnia 2015
Samotność
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ale ale ale, widzisz, przynajmniej nie jesteś jakiś typowym attention seeker that would post that on Facebook or some other public place -- tylko piszesz o tym na tym, prywatnym blogu. A jesteś przyzwoita, niewylewna, coś więc warta!
OdpowiedzUsuń(Próbuję wysłać znów, bo znów -- taki jestem głupi, bezwartościowy -- nie udało mi się za pierwszym razem!)
Takie p@#$%^&*() kota za pomocą młota.
OdpowiedzUsuńZdecyduj się w końcu, czy chcesz zostać zauważona czy olewana, bo w swojej wypowiedzi potrafisz zaprzeczyć samej sobie.
Co do zakochania, jeden protip ode mnie - jeżeli chcesz być z kimś, to najpierw naucz się przebywać sama ze sobą. Inaczej mowy nie ma, że kogokolwiek pokochasz. A sentymentalizm radzę Tobie odłożyć do szuflady. Zamiast gadać o zmianach, zacznij działać. Bo krowa która dużo muczy, mało mleka daje. Ta metafora ma sens.
Poza tym - emocje są bardzo zaraźliwe, nie zdajesz sobie sprawy ile Twoje ciało mówi do otoczenia o Twoim zachowaniu. No pesymizmem to Ty nikogo nie zachęcisz.
>emocje są bardzo zaraźliwe, nie zdajesz sobie sprawy ile Twoje ciało mówi do otoczenia o Twoim zachowaniu
OdpowiedzUsuńJeśli się przebywa z dziećmi z autyzmem, to one się emocjami za sprawą "mowy ciała" nie zarażą.
Jak na razie to nie przebywasz z dziećmi z autyzmem, tylko z ludźmi bez problemów psychologicznych.
OdpowiedzUsuńżycie zawodowe <> życie prywatne, nie zapominaj.
Poza tym - dzieckiem z autyzmem nie jesteś, więc do nich się nie porównuj.
OdpowiedzUsuńDrodzy Komentujący,
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, że czytacie mój blog, ale będę bardzo wdzięczna, jeśli swoje komentarze opatrzycie podpisem jakimkolwiek innym niż "Anonimowy". Pozwoli to uniknąć nieporozumień. : ) Nigdy nie komentuję moich postów nie będąc zalogowaną.
Póki co wiem na 100% kto jest autorem pierwszego wpisu, ale co do reszty nie mam pojęcia. I tak może pozostać, byle tylko wszystkie nie wyglądały jak pisane przez tę samą osobę... Albo przeze mnie. Z góry bardzo dziękuję.
Kot
Anonimowy,
OdpowiedzUsuńnie chciałbym sprawić wrażenia bezkrytycznie przychylnego idei "neuroróżnorodności" (neurodiversity), ale jednoznaczne uznawanie autyzmu za psych(ologi|iatry)czny problem to po prostu błąd. Patrz:
https://www.fysh.org/~zefram/allism/allism_intro.txt
http://www.paulcooijmans.com/psychology/mistaking_inquiry_for_request.html
A także, by nie polegać wyłącznie na innych i dodać coś od siebie, rzeczy takie jak, jak sądzę, brak uprzedzeń względem powierzchowności (stroju, mowy), czyli, ogólnie, ksenofobii, oraz, być może, niemożność "uprzedzenia się na wiarę", tj. np. wykształcenia wrogości względem jakiejś grupy społecznej (subkultury, osób cierpiących na jakąś chorobę, osób szczególnie inteligenych, jakkolwiek) po prostu dlatego, że otoczenie się o nich pejoratywnie, pogardliwie wypowiada.
Natomiast "nie porównuj się z x, dopóki nie jesteś x" to nonsens. Po co miałbym się z kimś porównywać, jeśli jestem taki sam jak on? Chyba tylko "nie oceniaj, dopóki sam nie spróbujesz" bardziej uwłacza ludzkiej inteligencji. Mam mózg, więc wykorzystam go do porównywania się.
Pozdrowienia,
Onimowy (taki jest bowiem grecki antonim "Anonimowego": http://tfd.com/onymous).
Kot: fair enough, ale miast uczyć ludzi podpisywać się, ucz raczej anonimowego #1, by pochopnie nie zakładał. ;)
>wiem na 100% kto jest autorem pierwszego wpisu
Uh-oh.
Drogi Onimowy,
OdpowiedzUsuńZ autyzmem masz rację. Ale z pochopnym zakładaniem i dawaniem dobrych rad walczyć już mi się nie chce. Wolę poświęcić moją uwagę czemuś innemu. Nie chce mi się odpowiadać na chamskie komentarze. Jestem już za stara na takie zabawy. : p
Jak to napisała Jolanta Stefko: "Przestanę złem odpowiadać na zło. Świat stanie się nieco mniej parszywy." Tego się trzymam.
Onimowy, czyż Tyś jest A.J.? "PS 4 DS 4"? : ) Pozdrowienia.
Kot
W istocie -- ten komentarz będzie bardzo, bardzo naiwny i very, very simplistic -- uprzedzenia, wszystkie uprzedzenia, wynikają chyba z defektu mózgu: wiązania faktów z ich emocjonalnym kontekstem. Analogia semiwizualna:
OdpowiedzUsuńU osoby allistycznej:
'TEN CZŁOWIEK TO PO PROSTU WARIAT!!!!!!!!!!!'
= kontekst wściekłych emocji, rezultat w mózgu = negatywne uprzedzenie
'Ten człowiek to po prostu... wariat. :)'
= kontekst życzliwych, łagodnych emocji, rezultat w mózgu = pozytywne uprzedzenie
U osoby autystycznej (w przybliżeniu; oczywiście chodzi o spektrum):
...oba warianty są, że tak powiem, redukowane do czystej informacji; owa "obojętność dla przekazu niewerbalnego", która jest, ku mojemu nieustannemu rozczarowaniu, określana jako nieumiejętność i deficyt, jest w istocie tym, co umożliwia analizę językową tego zdania i wyciągnięcie wniosków. Zatem:
'ten + człowiek + to + po prostu + wariat'
I w tej chwili, wolny zarówno od odczuć sympatii jak i antypatii przejętych od tej osoby, obcujący, że tak powiem, wyłącznie z definicjami, odbiorca może się zastanowić i zapytać: 'a... właściwie... to jaka jest twoja definicja wariata?'.
Bardzo naiwne. Kończę zatem kończę kończę.
@powyżej: owszem, jam A.J. ;)
OdpowiedzUsuńZawsze możesz założyć "bloga trzeciego rzędu" -- rozumiesz? Takie stopnie inicjacji, jak w sekcie. Znajomi pierwszego rzędu -- mówisz im, znajdź mnie na FB. Drugiego, bliżsi -- dajesz im adres tego bloga. A sercu najdrożsi, the innermost circle, poznają bloga jeszcze prywatniejszego. ;)
(BTW... Gdyby nie jedna samogłoska w twoim pseudonimie, Kocie, można by ułożyć palindrom: "Kat: jam A.J., tak.". :P )
OdpowiedzUsuńNo, koniec, koniec, nie chcę, by post ten stał się najczęściej komentowanym tylko mocą mego spamu.
Chciałabym dostawać wyłącznie taki spam, ot co. : )
OdpowiedzUsuńZastanawiam się i naprawdę nie wiem, co musiałabym publikować na tym "najmojszym" blogu. Może kolor mojej kupy codziennie rano? Chyba zdjęcia byłyby bardziej wymowne.
Co do układania - dostałam dzisiaj pięć nowych kostek Rubika. Palindromów układać nie umiem, ale chętnie nauczę się układać Shengshou Skewb. : )
>Zastanawiam się i naprawdę nie wiem, co musiałabym publikować na tym "najmojszym" blogu. Może kolor mojej kupy codziennie rano? Chyba zdjęcia byłyby bardziej wymowne.
OdpowiedzUsuńFakt. Przepraszam. Zapomniałem, jaki post w tej chwili komentujemy i jak trudno by było być od niego szczerszym.
>kostki Rubika
Mam ambiwalentne uczucia, tak samo jak wobec sudoku. Wymyślanie algorytmów ich rozwiązywania jest pewnie przyjemne, tak jak każda dziedzina matematyki (https://google.com/search?q=mathematics+of+rubik's+cube). Ale po co wbijać je sobie dodatkowo w mózg i w ręce, tak jak w speedcubingu? Nie wystarczy wiedzieć, że istnieją, a faktyczne układanie zostawiać programom i robotom? Chyba że cię to relaksuje, oczywiście. :)
I, oczywiście, wiem, że powyższe tylko częściowo cię dotyczy, skoro poszukujesz ciągle nowych wariantów (Rubikoidów? ;) ), i nie obstajesz przy pierwotnym.
Relaksuje i to bardzo. Lubię schematy, a jeszcze bardziej lubię je tworzyć. Ale od jakiegoś czasu lubię też bawić się układankami z serii Smart Games: IQ Link, IQ Fit i IQ Twist. Niesamowicie zabijają czas i skupiają uwagę. W moim przypadku to naprawdę dużo, bo czasami mam milion myśli w głowie i czuję ulgę mogąc na chwilę wyłączyć ten chaos. Tak samo z kostkami. Obecnie trenuję układanie metodą one-hand, nawet zakupiłam do tego celu specjalną, mniejszą kostkę. : )
OdpowiedzUsuń>Obecnie trenuję układanie metodą one-hand, nawet zakupiłam do tego celu specjalną, mniejszą kostkę.
OdpowiedzUsuńPamiętaj o trenowaniu nią obu rąk jednocześnie. Może zostaniesz kostkowym odpowiednikiem tego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który (jak natrafiłem kiedyś na anegdotę) potrafił pisać jednocześnie w dwóch kierunkach na dwóch kartkach, w dwóch różnych językach. ;)
(To nie ironia -- choć nie zgadzam się z ideą "wyłączania chaosu w głowie", naprawdę życzę ci sukcesów. :) )