sobota, 21 listopada 2015

Mateusz

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa. Miałam wtedy siedem lat. Chodziłam do pierwszej klasy podstawówki. W drugiej klasie był chłopiec - miał na imię Mateusz. Był mojego wzrostu, miał niebieskie oczy i brązowe włosy, ścięte "na grzybka". (Pamiętam, że bardzo mi się te jego włosy podobały i męczyłam mamę, żeby też mnie tak ścięła, ale mama nie chciała, bo przecież dziewczynki noszą długie włosy, a nie takie krótkie.)

W każdym razie mieliśmy z Mateuszem pewną specjalną relację.
Codziennie na długiej przerwie jak najszybciej konsumowaliśmy drugie śniadanie, a potem szliśmy razem za budynek szkoły. Rosły tam irysy. Cała masa irysów. Rozmawialiśmy o kwiatach. Wąchaliśmy je razem. Nie pamiętam, co jeszcze razem robiliśmy, ale pamiętam bardzo wyraźnie te kwiaty. I pamiętam, że bardzo go lubiłam, a on lubił mnie. Pamiętam go jako chłopca bardzo wrażliwego, uczuciowego. Będąc przy nim nie musiałam ukrywać swojej wrażliwej strony. Wtedy uważałam to za moją słabość - przy nim to było tak bardzo w porządku.

Kilka miesięcy później Mateusz wyjechał razem ze swoją rodziną dokądś i już nigdy więcej go nie spotkałam.

Dzisiaj, przez przypadek wpadłam na jego profil na Facebooku.
Jest teraz dorosłym człowiekiem, ma 24 lata. Jest szalenie przystojny. Jeden z najprzystojniejszych facetów, jakich kiedykolwiek spotkałam. Nadal ma niebieskie oczy i brązowe włosy, ale już nie ma tej super-fajnej fryzury. Na jednym ze zdjęć ma nieco dłuższe włosy i to spojrzenie, zupełnie jak wtedy, 16 lat temu, gdy wąchaliśmy razem kwiaty. Opisy zdjęć wskazują, że nadal zostało w nim trochę tej wrażliwej duszy.

Po takim czasie - czy on mnie jeszcze pamięta? Czy też ma w głowie wspomnienie drobnej dziewczynki z dwoma kucykami i brązowymi oczami?
Po takim czasie - czy mam prawo wysłać mu zaproszenie do grona znajomych?
Po takim czasie - czy nie wyjdę na idiotkę pisząc "hej, pamiętasz jak razem wąchaliśmy irysy za szkołą?"

Wreszcie - czy to ciepłe, miłe wspomnienie nie jest tylko urojeniem samotnego dziecka?

Wysłałam zaproszenie. Nic do stracenia.

15 komentarzy:

  1. >Po takim czasie - czy on mnie jeszcze pamięta? Czy też ma w głowie wspomnienie drobnej dziewczynki z dwoma kucykami i brązowymi oczami?

    Zależy od wydziału, który ukończył. Im matematyczniejszy, tym większa szansa, że pamięta.

    >Po takim czasie - czy mam prawo wysłać mu zaproszenie do grona znajomych?

    Facebookowa definicja "znajomego" jest chyba wystarczająco pojemna.

    >Po takim czasie - czy nie wyjdę na idiotkę pisząc "hej, pamiętasz jak razem wąchaliśmy irysy za szkołą?"

    Nie. Tylko idioci użyliby pojęcia "idiota" w błędnym, przenośnym sensie osoby, która popełnia faux pas.


    A poważnie, dobrze, że go zagadnęłaś. Jeśli się ma wspomnienia ze szkoły fundamentalnej, gimnazjalnej, licealnej, niech się je wykorzystuje. Mi samemu, jeśli mowa o tych tematach, często śni się szkoła -- uniwersytet. Choć z jakichś przyczyn znacznie częściej Warszawski, pierwszy, niźli Gdański...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałbyś, żeby śnił Ci się Gdański?

      Przyjął zaproszenie. Napisałam mu wiadomość. Opisałam sprawę i zapytałam, czy nadal lubi irysy. Powiedział, że to jego ulubione kwiaty. I chociaż mnie nie pamięta, jest mu bardzo miło, że ja pamiętam go w ten sposób. Ogólnie mówił, że kocha rośliny, skończył architekturę krajobrazu.

      Czemu fajni faceci nie są mną nigdy zainteresowani? :D

      Usuń
    2. >Wolałbyś, żeby śnił Ci się Gdański?

      Oczywiście. Chcę, by śnił mi się ten, w którym przeżyłem więcej.

      >Czemu fajni faceci nie są mną nigdy zainteresowani? :D

      Dlaczego oceniasz obecność zainteresowania po jednym ledwie dniu? :)

      Usuń
    3. Po jednym dniu czy po jednym ŻYCIU? ^^ :D

      Usuń
    4. Słusznie; przesadzać też nie ma co. Chociaż, można się wstrzymywać przed podjęciem jakichś kroków towarzyskich, dopóki zjawisko, które widzimy nie sięgnie definicji "zainteresowanie". Nijak nie jest in itself lepiej; niektórzy ludzie zwlekają z przyłożeniem definicji (i podjęciem kroków, które zwykli wtedy podejmować), inni nie. Jednoznaczność poprawności definicji zależy od kontekstu. Jeśli coś jest "kotem", a nazywamy to "psem", różnica jest biologicznie jednoznaczna: genów. Ale różnica pomiędzy znajomością a przyjaźnią? Czy warto sobie takimi w ogóle zawracać głowę? To nie są materialne pojęcia. Musimy materializować swój język.

      Usuń
    5. Innymi słowy, pytania "Czy zjawisko X (jakaś obserwowana relacja) jest A (zainteresowaniem)?" są równie dobrze pytaniami o to, czy X posiada przymioty obecne w definicji A (dajmy na to, życzliwość B i ciekawość C), jak i o to, czy przypadkiem istnieją może przesłanki, by zmodyfikować definicję A.

      Usuń
    6. Co wskazuje na to, że wyrazowa postać zdania nie ma nic wspólnego z jego funkcją komunikacyjną... Ale to, mimo iż trywialne, jest nie na moją głowę.

      Usuń
  2. Jesteś idiotką. Chociażby z uwagi na fakt, że korzystasz z Facebooka. Nic ci już w tej kwestii nie pomoże, więc śmiało pisz do niego. Gorzej nie będzie.

    P.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie. Ktoś, kto wyzywa od idiotów i jeszcze robi to anonimowo. xDDDDDD

      Usuń
    2. Jestem ZA wprowadzeniem testów na poczytalność przed podpisaniem umowy o dostęp do internetu gdy widzę takie sofistyczne, niczym nie poparte komentarze.

      Usuń
  3. Nie reaguję na prostackie zaczepki. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to z tego powodu odpowiedziałaś nie w gałęzi komentarza P.J., ale w zupełnie nowej? ;)

      Usuń
    2. To raczej dlatego, że średnio ogarniam platformę Blogspot z perspektywy osoby komentującej. Ale w sumie Twoje wyjaśnienie ma sens. Zwalmy to na potęgę podświadomości. : )

      Usuń
    3. >średnio ogarniam platformę Blogspot z perspektywy osoby komentującej

      Rozumiem. Czasami zdarza się, że człowiek wyśle dwa komentarze pod rząd itp.

      Usuń
    4. ... I zauważy to dopiero po paru dniach... zdarza się.

      Usuń