Jestem w trakcie czytania książki pt. "Oblężenie - rodzinna wyprawa w świat dziecka autystycznego". Jej autorką jest matka dziecka chorego na autyzm.
Elly (tak też na imię tej małej istotce) początkowo rozwijała się dokładnie tak samo, jak jej rówieśnicy. Gdy miała pół roku, uśmiechała się i wyciągała rączki w stronę mamusi, radośnie przy tym kwiląc. W chwilę potem wszystko zaczęło się zmieniać - Elly przestała zauważać domowników, jej spojrzenie stało się puste, obojętnie. Gdy miała 22 miesiące, jej ulubionym zajęciem było kołysanie się w łóżeczku. Nie potrzebowała niczyjej obecności - była SAMOWYSTARCZALNA. Nie, nie pomyliłam się. Naprawdę taka była. Nie mówiła, nie chodziła, zupełnie jakby NIE CHCIAŁA, nie potrzebowała. Zaniepokojeni rodzice zabrali ją na badania i usłyszeli przerażającą diagnozę - autyzm. "Wasze dziecko nigdy nie będzie normalne."
Książka opowiada o zmaganiach matki z autystyczną codziennością córeczki, próbach wtargnięcia do jej świata, staraniach o bycie zauważaną i kochaną. Nie jest to łatwym zadaniem, chociaż matka ucieka się do najprostszych, bazowych metod i prób nawiązania kontaktu. Pomocna okazuje się muzyka - dzięki niej Elly jest w stanie wyrażać swoje pragnienia i potrzeby.
Długo mogłabym opisywać, co też ciekawego wyczytałam w "Oblężeniu...", ale jest to chyba rzeczą zbędną, bo w gruncie rzeczy nie taki był zamysł tego posta. Ta książka sprawiła, że zaczęłam się jeszcze głębiej zastanawiać nad zagadkowym zespołem, jakim jest autyzm. Gdzieś w kącie mojej głowy pojawiła się myśl, że przecież takie dziecko może się przytrafić każdemu z nas - mnie również. Czy potrafiłabym sobie z tym poradzić? Czy znalazłabym w sobie tyle siły, cierpliwości i wytrwałości, aby walczyć - jak mama Elly? Do tej pory widziałam te dzieci wyłącznie pod kątem terapii logopedycznej - praca z nimi wydawała mi się ciężka, mozolna, często bezefektowa - ale mimo wszystko warta zachodu. To był pierwszy raz, gdy pomyślałam sobie, że JA mogę się kiedyś znaleźć na miejscu matki Elly. Jak się wówczas zachowam? To wszystko jest tak cholernie trudne NAWET do wyobrażenia - a co dopiero do wykonania...
Niebawem pewnie skończę tę książkę, może wówczas coś mi się w tej głowie rozświetli i odejdą te ciężkie myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz