Byłam wczoraj u psychologa. Zapisałam się na wizytę w sumie po dłuższym zastanowieniu. Myślałam o tym od dawna, ale jakoś nigdy nie umiałam się ostatecznie za to zabrać. No ale udało się.
Nigdy wcześniej nie byłam u żadnego tego typu terapeuty. Nigdy nawet nie korzystałam z pomocy pedagoga szkolnego. Że już o psychiatrach nie wspomnę. Ale od dłuższego czasu było, a właściwie jest, naprawdę kiepsko. Snuję się codziennie, nie odzywam się praktycznie do nikogo i jest mi wszystko jedno. Depresja? Nie wiem, wątpię. Raczej obojętność, zwątpienie i pustka. Brak radości, pomimo pięknej pogody za oknem. Zmęczenie udawaniem. Nieodwzajemniona tęsknota. Melancholia. Wszystko na raz.
Dodatkowo poznałam ostatnio kogoś naprawdę ciekawego. Kogoś, z kim być może chciałabym kiedyś, w przyszłości - dalszej lub bliższej - utworzyć jakąś więź, trwałą relację. Czuję, że mogłabym. Czuję, że mogę. Nawet czuję, że chcę. Ale coś mnie blokuje, nawet dobrze wiem, co to takiego. Nie chcę oszukiwać, nie chcę mamić, nie chcę dziwnych sytuacji. Nie chcę ranić. Czuję, że nie mogę być z kimś nowym, jeśli uprzednio nie zamknę przeszłości. Raz już próbowałam, skutki były tragiczne. Nie chcę tego powtarzać, dlatego naprawdę zdecydowanie weszłam wczoraj do gabinetu psychologa.
Jest kobietą, po trzydziestce. Ma brązowe oczy, jest miła, ma nienaganną dykcję. Sprawia wrażenie osoby kompetentnej. Wysłuchała, co miałam do powiedzenia, chociaż w moja opowieść była bardzo chaotyczna. Nie oceniała mnie. Zadała kilka pytań. Podsunęła kilka innych, na które nie umiałam odpowiedzieć. Szczególnie zaciekawił mnie jeden jej komentarz: chodziło o to, że na czas wakacji wracam do domu i nie będę mogła przychodzić na terapię. Powiedziałam, że nie chciałabym zajmować niepotrzebnie miejsca i marnować jej czasu. A ona na to: "pani martwi się, że będzie marnować mój czas, a tymczasem ja martwię się, że przez trzy miesiące zostanie pani bez terapii". Przez kilka minut zastanawiała się nad tym, jakby autentycznie się tym przejęła. Powiedziała, że coś wymyślimy i że zaprasza mnie za tydzień.
Terapio psychologiczna witaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz