Idę do lasu, gleba przyjemnie pachnie mchem, grzybami i suchymi liśćmi. Dookoła jest zielono, słychać radosny śpiew ptaków. Przez gałęzie drzew przedzierają się promienie słońca. Jest ciepło, w końcu to czerwiec, powinno być ciepło.
Siadam na rozgrzanej słońcem polanie. Piję wodę. Drzewa szumią.
W tej samej sekundzie ktoś ważny umiera na szpitalnym łóżku. I myślę sobie, że już nigdy - już nigdy-nigdy-nigdy - nigdy nie porozmawiamy, nigdy się już nie spotkamy, NIGDY-NIGDY nie usłyszę już tego głosu, tego śmiechu, nie zobaczę nigdy blasku tych oczu. Już nigdy.
piątek, 13 czerwca 2014
wtorek, 10 czerwca 2014
Życie się poukładało
Poukładało mi się ostatnio życie. Znalazłam sobie pracę na wakacje (znów jadę na obóz z dzieciakami - yaaaay!), zebrałam wszystkie wpisy w indeksie, oddałam licencjat do dziekanatu. Nie mam teraz zasadniczo nic do roboty, jeżdżę tylko czasami do pracy, a resztę czasu poświęcam moim samotniczym rozrywkom. Układam kostkę, gram w coś na komputerze, jeżdżę na kesze. Nic nowego, nic ciekawego.
Moja chrzestna jest w szpitalu. Chyba nowotwór ją zabija. Czuję, że niedługo będę musiała jechać do domu w kolejnym mało przyjemnym celu. Trzymam się nadziei, chociaż bardzo tego nie lubię.
Moja chrzestna jest w szpitalu. Chyba nowotwór ją zabija. Czuję, że niedługo będę musiała jechać do domu w kolejnym mało przyjemnym celu. Trzymam się nadziei, chociaż bardzo tego nie lubię.
środa, 4 czerwca 2014
It's alright
Wesołe takie, aż chce się uśmiechnąć. Ale tylko tak głęboko, w małym czarnym serduszku. Bo prawdziwe koty się nie uśmiechają.
Alright, it’s alright, it’s alright, you’ll see...
Z innej beczki: dostałam się na EVS. Lunteren, Holandia. Osoby głęboko niepełnosprawne. Zaczynam od września.*
----
*Z tego lodowatego postu może wynikać, że się nie cieszę i że mi wszystko jedno, ale SERIO - jaram się jak znicz! :D
niedziela, 1 czerwca 2014
Dzień Dziecka
Mama zadzwoniła do mnie z życzeniami z okazji Dnia Dziecka. Cieszę się bardzo-bardzo. :)
A poza tym jestem strasznie zarobiona: zbliżająca się wielkimi krokami obrona, zbieranie wpisów (co bardzo często okazuje się karkołomnym zadaniem), walka o byt, szukanie pracy, kręgosłupowa męka. I nic nie idzie tak, jak iść powinno. Na zewnątrz - uśmiechnięta, radosna Marta, taka jak zawsze. W środku nuklearna zima, nuklearna rozpacz, małe zagubione dziecko, które ktoś przez przypadek oddał do domu dziecka i zapomniał odebrać. No ale ja przecież nie narzekam, nie?
Poszłabym na rolki, ale... Nie mogę. :)
(Tak, ten ostatni uśmiech jest czysto ironiczny. Powinien być do tego osobny emotikon.)
A poza tym jestem strasznie zarobiona: zbliżająca się wielkimi krokami obrona, zbieranie wpisów (co bardzo często okazuje się karkołomnym zadaniem), walka o byt, szukanie pracy, kręgosłupowa męka. I nic nie idzie tak, jak iść powinno. Na zewnątrz - uśmiechnięta, radosna Marta, taka jak zawsze. W środku nuklearna zima, nuklearna rozpacz, małe zagubione dziecko, które ktoś przez przypadek oddał do domu dziecka i zapomniał odebrać. No ale ja przecież nie narzekam, nie?
Poszłabym na rolki, ale... Nie mogę. :)
(Tak, ten ostatni uśmiech jest czysto ironiczny. Powinien być do tego osobny emotikon.)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)