Poukładało mi się ostatnio życie. Znalazłam sobie pracę na wakacje (znów jadę na obóz z dzieciakami - yaaaay!), zebrałam wszystkie wpisy w indeksie, oddałam licencjat do dziekanatu. Nie mam teraz zasadniczo nic do roboty, jeżdżę tylko czasami do pracy, a resztę czasu poświęcam moim samotniczym rozrywkom. Układam kostkę, gram w coś na komputerze, jeżdżę na kesze. Nic nowego, nic ciekawego.
Moja chrzestna jest w szpitalu. Chyba nowotwór ją zabija. Czuję, że niedługo będę musiała jechać do domu w kolejnym mało przyjemnym celu. Trzymam się nadziei, chociaż bardzo tego nie lubię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz