wtorek, 20 grudnia 2022

Full Circle

So here I am
Desperately needing to believe in something
Or someone
Some days more than others

Empty, but
Ready to be filled
With something
Someday

Waiting no longer -
On the most important mission
Of finding
Myself
For the very first time.


sobota, 4 lutego 2017

28

How could he just leave like this?
How could he just pack his bags and leave without looking back?

How could he leave me all alone?
Knowing how anxious, depressive and weak I am. How could he just go, disappear for 5 long weeks, just leaving me bunch of letters and thinking it's gonna be a good replacement for his absence.

He knows me. He knew it all along. He knew I don't really have that much people in my life. He knew I'm most likely gonna be all alone. So why did he leave anyways?

I am needy. I know it. Not much I can do about it. I'm constantly feeling anxious. It's eating me alive. I'm having a damn soap opera on, all day long, just to hear some human voices, not only silence or music. How pathetic it is? How pathetic I am? Very fucking pathetic.

It's still 4 weeks to go. The past week has been tough, the next ones are gonna be even tougher. I can feel it under my skin.

Is it ever gonna be the same when he comes back? Am I ever gonna be the same...?

wtorek, 31 stycznia 2017

33

Od paru dni, co rano budzi mnie świadomość, że jego nie ma. Natrętne, złowrogie myśli, że jest tak daleko, tak bardzo poza zasięgiem. Rano i w południe: od 6:30 do ok. 14:00: sprawdzanie telefonu co 10 minut, odświeżanie Gmaila, bo może napisał. Dlaczego nie pisze? Przecież obiecał pisać. Nie tęskni? Obiecał tęsknić.

A ja tu usycham, umieram, więdnę bez niego.

Obsesyjnie odświeżanie Facebooka, bo może wrzucił jakieś zdjęcie.

Po 14:00 przychodzi spokój. Pomiędzy Melbourne a Holandią jest 10 godzin różnicy, więc środek dnia u nas oznacza noc u nich. Po północy nikt nie będzie przecież pisać maili czy wrzucać postów na Facebooka. Czekanie się kończy. Myślę tylko, czy on śpi gdzieś spokojnie. Czuwam na odległość nad jego snem.

Tym sposobem docieram do 18:00, gdzie zaczyna się rozpaczliwa pustka. Masa osób wśród znajomych na Facebooku, masa kontaktów na WhatsApp i nikogo, z kim można by porozmawiać. Nikogo dookoła, nikogo z kim można by się spotkać. Usiłuję czymś się zająć i zwykle nawet mi to wychodzi, chociaż nie na długo.

Przed snem jest najgorzej. Gdy kładę się spać o 22:00, tam u niego jest 8:00 rano, rozpoczyna się kolejny dzień. Łudzę się, że może wtedy dostanę jakiś mail od niego i to powoduje, że nie jestem w stanie tak łatwo zasnąć.
Piszę wtedy w notesie, który kupiłam specjalnie na tę okazję. Notuję każdy dzień. Zapisuję wszystkie lęki.

I jest mi trochę lepiej.

sobota, 28 stycznia 2017

37

Jak się okazuje, jestem całkiem dobra w ukrywaniu łez. Albo może wszystkie łzy zostały już wylane w ostatnich tygodniach, przeplatane atakami paniki i nieznośnych myśli kłębiących się w głowie. Może nie było już miejsca na rozpaczliwy smutek, który dopadał mnie przez ostatnie dni.

Thijs wyjechał. Wczoraj, o 13:00 przytuliłam go po raz ostatni. Widziałam, jak idzie w stronę odprawy. Widziałam łzy w jego oczach i to ja byłam tą, która przytuliła jego twarz, pogłaskała go po karku i powiedziała "nie martw się, wszystko będzie dobrze, miej udane wakacje".

Powrót do domu był trudny. Trudno było schować łzy, ten ucisk w gardle miażdżący krtań, trudno było się pozbierać, ale potem przyszło uczucie ulgi. Że nie będzie trzeba już czekać na jego wyjazd. Że pożegnanie już było. Że teraz można już tylko czekać na jego powrót, odliczanie do dnia zero już minęło, a to ono było tak naprawdę najtrudniejsze. Mam to już za sobą.

Przez kolejne 37 dni skupię się na sobie, taki jest plan. I na odkurzeniu rzeczy i ludzi, o których trochę zapomniałam i trochę zaniedbałam. :)

wtorek, 3 stycznia 2017

Leaving/staying

He's leaving soon.
He'll be gone for five weeks.
He's gonna travel: Australia, New Zealand: exotic places and adventures I can only dream of.

I wish I were able to feel more happy for him.
I wish I could cry less.
I wish I could believe that I can actually survive these five weeks without him.

Trying to cope with this situation but it's not really working. To be honest, it looks rather hopeless. I have no faintest idea what to do. What to expect. How am I going to live for so long without having him around...?

These thoughts are making me feel extremely anxious and extremely helpless. I wish I could just sleep through February and just wake up after March the 5th.

poniedziałek, 24 października 2016

Pod wozem czy na wozie?

Może się nam udać albo nie udać. W sumie nie ma nic pomiędzy.
Jest tylko TAK albo NIE. Pomiędzy nie ma nic.

Może nam się uda.
Chciałabym.

Myślimy z Mr. T. o mieszkaniu razem i dopadają nas nieznośne problemy i niedopowiedzenia. On, jak to on, sam nie wie, czego chce. Chce ze mną mieszkać. Nie chce mieszkać za daleko od jego rodzinnej miejscowości. Ja z kolei chcę z nim mieszkać, ale nie chcę mieszkać w jego rodzinnej miejscowości. Nie teraz. Teraz potrzebuję mieszkać blisko miasta, w którym będę studiować. On chce kupić dom. Mnie na kupno domu nie stać, więc wolałabym razem z nim coś wynająć. Wczoraj wieczorem powiedziałam mu, trochę zbyt ostro, że pora nareszcie dorosnąć i przestać zachowywać się jak dziecko. Głupio mi było, ale Mr. T., ku mojemu zaskoczeniu, przyznał mi rację. Nie wiem, do czego to zmierza.

Coś mi mówi, że jeśli będę się trzymać Mr. T., wszystko się jakoś w życiu poukłada. Nigdy wcześniej przy nikim się tak nie czułam. Nie chciałabym, żeby ten związek rozwalił się przez jakąś jedną źle podjętą decyzję. Z drugiej strony nie chcę zmieniać ot tak jego planów, bo bądź co bądź, ale nie jesteśmy razem jakoś szczególnie długo.

Trudne sprawy...

niedziela, 16 października 2016

Wdzięczność

Dokładnie przedwczoraj minęły 4 miesiące odkąd jestem w związku z Mr. T.

Chciałabym powiedzieć, że jest tylko miło, fajnie i cudownie, ale czasami ten związek wyczerpuje mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie.
Thijs jest cudowną osobą. Jest troskliwy, czuły, wrażliwy, pomocny, szczery. Wiem, że mnie kocha i wiem, że to jest prawdziwe uczucie. On jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Gdy nie czuję się na siłach, żeby wyjść z domu, on zostaje ze mną i nigdy nie narzeka. Czasem wyciąga mnie na siłę i w sumie to wychodzi mi to na dobre, zwykle.

Thijs jest zupełnie inny, niż ja. Takie dokładne przeciwieństwo mnie. Osoba niezorganizowana, mająca problemy z organizacją czasu w taki sposób, żeby być na czas. Osoba niezdecydowana. Osoba spokojna, zrównoważona, optymista patrzący w przyszłość z uśmiechem.
A ja? Ja jestem zawsze na czas, a nawet 15 minut za wcześnie. Zawsze wiem, czego chcę. Jestem niespokojna, niezrównoważona (och, jak to brzmi!), pesymistka patrząca w przyszłość i nie widząca żadnej przyszłości.

Wychodzenie z Thijsem na jego rodzinne spotkania, imprezy, wesela jego przyjaciół - to wszystko mnie psychicznie wykańcza. Ja nie pasuję do jego świata. Ja nigdzie nie pasuję, nigdzie nie należę, tylko się włóczę: wpadam do czyichś światów na jakiś czas, a potem z nich wypadam.

Od jakiegoś czasu czuję, że pora wypaść z Thijsowego świata. Jakaś część mnie mówi mi, że lepiej się oddalić, póki jeszcze nie jest za późno. Ale on nie daje mi z niego wypaść. On jest zawsze dla mnie, zawsze gdy go potrzebuję. A potrzebuję go często.
On nie zostawia mnie samej, gdy rozpadam się na milion maleńkich kawałeczków. On mozolnie składa mnie z powrotem w całość. Nikt nigdy nie był dla mnie w takich momentach, nikt nigdy nie widział mnie w stanie pokawałeczkowanym. Nikt nigdy nie chciał, nikt nigdy nie spróbował.

Thijs patrzy na mnie i nie widzi żadnych blizn, żadnych skaz. Dla niego jestem dobrą dziewczyną, nawet jeśli sama w to nie wierzę. Nawet jeśli lęk, który czuję, odbiera mi w jakiś sposób zdolność do logicznego myślenia, on zawsze jest dla mnie. Zawsze gotowy do wysłuchania kolejnej porcji nielogicznych myśli, kolejnej porcji strachu i niepewności. On jest pewny.

Pewny, że to tylko chwila, która minie, a potem wrócę ja.

Kocham go i jestem tak cholernie wdzięczna, że pojawił się w moim życiu.


Gdańsk, sierpień 2016

piątek, 15 lipca 2016

I love you...

Mr. T. powiedział mi wczoraj, że mnie kocha. Trochę świruję, bo w sumie to nie wiem, czy go kocham. Jestem w nim zakochana, to na pewno. Ale czy kocham?

Mam wrażenie, że to za szybko. Bo co to tak naprawdę znaczy, kochać kogoś? Czy to nie jest po prostu wtedy, gdy się przy kimś czuje tak naprawdę dobrze? Czy da się kogoś pokochać w trzy miesiące?

Czy ja umiem jeszcze kochać?

sobota, 2 lipca 2016

Missing

Mr. T. pojechał do Belgii na festiwal. Nie ma go od środy. Mr. T. nie ma w Belgii dostępu do Internetu, więc kontakt pomiędzy Kotem a Mr. T. ogranicza się do jednego-dwóch SMS-ów dziennie. Mr. T. powiedział Kotu, że w razie czego Kot może wysyłać dowolną liczbę SMS-ów, ale Kot nie chce przeszkadzać i narzucać Mr. T. swoją obecność.

W brutalny dość sposób Kot przypomniał sobie, jak to jest tęsknić za kimś. Tak okropnie tęsknić i nie mieć co ze sobą zrobić.

Kot się obawia, że znowu będzie ZA dużo, ZA bardzo, ZA szybko, ZA...

Kot się obawia, że Mr. T. będzie miał dość i odejdzie, dołączy do zestawu wraków zwanych EX. Kot nie wie, czy chce znowu przechodzić przez cały ten ból zwany odrzuceniem. Kot boi się zaufać, mimo że Mr. T. wydaje się być wspaniałą osobą. Mr. T. wie o Kocie już tyle rzeczy i nie ocenia, nie odchodzi, nie daje rad. Przytula, dużo przytula. : )

Czy to dlatego tak łatwo jest go kochać?

Kot pobędzie jeszcze dwa dni w "pustym mieszkaniu", a potem przyjdzie wiosna. Kot jest pewny, że Mr. T. sam zaproponuje spotkanie we wtorkowy wieczór. Bo... Mr.  T. też okropnie tęskni. Kot jest przekonany. Dwa dni czekania. : )

środa, 29 czerwca 2016

High-functioning anxiety

Przeglądałam wczoraj dość bezmyślnie Internet gdy natrafiłam na ten post. Doskonale sumuje to, co czuję na co dzień. Trafia w sedno.

My, normalni nienormalni. Oczywiście nikt nas nie zamknie w psychiatryku, przecież mamy normalne życia i nie skaczemy z mostów.

What It's Like to Have 'High-Functioning' Anxiety

High-functioning anxiety looks like…

Achievement. Busyness. Perfectionism.

When it sneaks out, it transforms into nervous habits. Nail biting. Foot tapping. Running my fingers through my hair.
If you look close enough, you can see it in answered text messages. Flakiness. Nervous laughter. The panic that flashes through my eyes when a plan changes. When anything changes.

High-functioning anxiety feels like…

A snake slithering up my back, clamping its jaws shut where my shoulders meet my neck. Punch-in-the-gut stomach aches, like my body is confusing answering an email with being attacked by a lion.

High-functioning anxiety sounds like…

You’re not good enough. You’re a bad friend. You’re not good at your job. You’re wasting time. You’re a waste of time. Your boyfriend doesn’t love you. You’re so needy. What are you doing with yourself? Why would you say that? What if they hate it? Why can’t you have your shit together? You’re going to get anxious and because you’re going to get anxious, you’re going to mess everything up. You’re a fraud. Just good at faking it. You’re letting everybody down. No one here likes you.

All the while, it appears perfectly calm.

It’s always looking for the next outlet, something to channel the never-ending energy. Writing. Running. List-making. Mindless tasks (whatever keeps you busy). Doing jumping jacks in the kitchen. Dancing in the living room, pretending it’s for fun, when really it’s a choreographed routine of desperation, trying to tire out the thoughts stuck in your head.

It’s silent anxiety attacks, hidden by smiles.

It’s always being busy but also always avoiding, so important things don’t get done. It’s letting things pile up rather than admitting you’re overwhelmed or in need of help.

It’s that sharp pang of saying the wrong thing, the one that starts the cycles of thoughts. Because you said too much, and nobody cares, and it makes you never want to speak up again.

It’s going back and forth between everyone else has it together but you, and so many people have it tougher than you.

Get your act together.

Suck it up.

You’re not OK, you’re messing everything up.

You’re totally OK, stop being such a baby.

It’s waking up in the middle of the night sobbing because the worst-case-scenario that just went through your head at high speed seems so real, so vivid, that even when it’s proven to be untrue, it takes hours for your heart to slow down, to feel calm again.

Because how “OK” are you when a day without a plan is enough to make you crumble? When empty spaces make you spiral at the very anticipation of being alone with your thoughts? When you need to make a list to get through a Sunday: watch a show, clean your kitchen, exercise, answer five emails, read 10 pages, watch a show…?

It’s feeling unqualified to write this piece because I’m getting by. It’s when you’re social enough to get invited to things, but so often find yourself standing in a room where it feels like no one knows you. It’s being good at conversation and bad at making close friends because you only show up when you feel “well” enough. Only text back when you feel ready. Because you’re afraid they’d hate you if they really knew you. That the energy would overwhelm them, and you’d lose them.

So you learn to reign it in. Channel it. Even though sometimes you do everything right (exercise, sleep, one TV show, five emails, 10 pages…) and you’re still left with racing thoughts, the panic. The not good enoughs.

When will it be enough?

Having anxiety means constantly managing motion that can be productive or self-destructive, depending on how much sleep you got. Depending on the day. Depending on the Earth’s alignment with Mars. Depending on…

It’s when “living with it” means learning how to sit with it. Practicing staying in bed a little longer. Challenging the mean, unrelenting voices that say you’re only worth what you produced that day.

It means learning how to say, “I need help.” Trying to take care of yourself without the guilt. It means every once in a while, confiding in a friend. It means sometimes showing up even when you’re scared.

It’s when answering a text impulsively and thoughtlessly is an act of bravery.

It’s fighting against your own need to constantly prove your right to exist in this world.

It’s learning how to validate your own feelings. That even though you don’t feel like you’re enough, and you’ll never be enough, it’s knowing you’re at least anxious enough to benefit from help. That admitting you need it doesn’t confirm voices’ lies. That taking a break doesn’t mean you’re a failure.

It’s finding your own humanity in the anxiety, in your weaknesses. It’s trying to let the energy inspire you, instead of bring you down. It’s forgiving yourself when it wins.

It’s a way to live, with this constant companion. Your bullying twin. Collapsible luggage you can bury away at a moment’s notice. Shove it under the bed. Pretend it’s not there until you can’t fit anymore. Until you can no longer ignore it. Until you have to face it.

A first good step is staring at it straight on and calling it by its name.

High anxiety can be a natural consequence of a busy lifestyle, but its existence is akin to the chicken and the egg. Which came first, the anxiety or the busyness? Am I always moving because I’m anxious or am I anxious because I’m always moving?
Either way, it’s not a noble way to suffer. It’s not a “better” way to be anxious. Just because you’re “functioning” doesn’t always mean you’re happy. And just because you’re functioning doesn’t mean you shouldn’t slow down, breathe and take one damn second to be happy the way things are.

In this very moment.

This quiet, short moment.

To remember the peace you found in that second of silence, until the electricity starts again, and you’re forced to move.

Post oryginalnie opublikowany pod linkiem poniżej.
http://themighty.com/2016/06/living-with-high-functioning-and-hidden-anxiety/

Sama bym tego lepiej w słowa nie ubrała.