Or someone
Some days more than others
Empty, but
Ready to be filled
With something
Someday
Waiting no longer -
On the most important mission
Of finding
Myself
For the very first time.
How could he just leave like this?
How could he just pack his bags and leave without looking back?
How could he leave me all alone?
Knowing how anxious, depressive and weak I am. How could he just go, disappear for 5 long weeks, just leaving me bunch of letters and thinking it's gonna be a good replacement for his absence.
He knows me. He knew it all along. He knew I don't really have that much people in my life. He knew I'm most likely gonna be all alone. So why did he leave anyways?
I am needy. I know it. Not much I can do about it. I'm constantly feeling anxious. It's eating me alive. I'm having a damn soap opera on, all day long, just to hear some human voices, not only silence or music. How pathetic it is? How pathetic I am? Very fucking pathetic.
It's still 4 weeks to go. The past week has been tough, the next ones are gonna be even tougher. I can feel it under my skin.
Is it ever gonna be the same when he comes back? Am I ever gonna be the same...?
Od paru dni, co rano budzi mnie świadomość, że jego nie ma. Natrętne, złowrogie myśli, że jest tak daleko, tak bardzo poza zasięgiem. Rano i w południe: od 6:30 do ok. 14:00: sprawdzanie telefonu co 10 minut, odświeżanie Gmaila, bo może napisał. Dlaczego nie pisze? Przecież obiecał pisać. Nie tęskni? Obiecał tęsknić.
A ja tu usycham, umieram, więdnę bez niego.
Obsesyjnie odświeżanie Facebooka, bo może wrzucił jakieś zdjęcie.
Po 14:00 przychodzi spokój. Pomiędzy Melbourne a Holandią jest 10 godzin różnicy, więc środek dnia u nas oznacza noc u nich. Po północy nikt nie będzie przecież pisać maili czy wrzucać postów na Facebooka. Czekanie się kończy. Myślę tylko, czy on śpi gdzieś spokojnie. Czuwam na odległość nad jego snem.
Tym sposobem docieram do 18:00, gdzie zaczyna się rozpaczliwa pustka. Masa osób wśród znajomych na Facebooku, masa kontaktów na WhatsApp i nikogo, z kim można by porozmawiać. Nikogo dookoła, nikogo z kim można by się spotkać. Usiłuję czymś się zająć i zwykle nawet mi to wychodzi, chociaż nie na długo.
Przed snem jest najgorzej. Gdy kładę się spać o 22:00, tam u niego jest 8:00 rano, rozpoczyna się kolejny dzień. Łudzę się, że może wtedy dostanę jakiś mail od niego i to powoduje, że nie jestem w stanie tak łatwo zasnąć.
Piszę wtedy w notesie, który kupiłam specjalnie na tę okazję. Notuję każdy dzień. Zapisuję wszystkie lęki.
I jest mi trochę lepiej.
Jak się okazuje, jestem całkiem dobra w ukrywaniu łez. Albo może wszystkie łzy zostały już wylane w ostatnich tygodniach, przeplatane atakami paniki i nieznośnych myśli kłębiących się w głowie. Może nie było już miejsca na rozpaczliwy smutek, który dopadał mnie przez ostatnie dni.
Thijs wyjechał. Wczoraj, o 13:00 przytuliłam go po raz ostatni. Widziałam, jak idzie w stronę odprawy. Widziałam łzy w jego oczach i to ja byłam tą, która przytuliła jego twarz, pogłaskała go po karku i powiedziała "nie martw się, wszystko będzie dobrze, miej udane wakacje".
Powrót do domu był trudny. Trudno było schować łzy, ten ucisk w gardle miażdżący krtań, trudno było się pozbierać, ale potem przyszło uczucie ulgi. Że nie będzie trzeba już czekać na jego wyjazd. Że pożegnanie już było. Że teraz można już tylko czekać na jego powrót, odliczanie do dnia zero już minęło, a to ono było tak naprawdę najtrudniejsze. Mam to już za sobą.
Przez kolejne 37 dni skupię się na sobie, taki jest plan. I na odkurzeniu rzeczy i ludzi, o których trochę zapomniałam i trochę zaniedbałam. :)
He's leaving soon.
He'll be gone for five weeks.
He's gonna travel: Australia, New Zealand: exotic places and adventures I can only dream of.
I wish I were able to feel more happy for him.
I wish I could cry less.
I wish I could believe that I can actually survive these five weeks without him.
Trying to cope with this situation but it's not really working. To be honest, it looks rather hopeless. I have no faintest idea what to do. What to expect. How am I going to live for so long without having him around...?
These thoughts are making me feel extremely anxious and extremely helpless. I wish I could just sleep through February and just wake up after March the 5th.
Mr. T. powiedział mi wczoraj, że mnie kocha. Trochę świruję, bo w sumie to nie wiem, czy go kocham. Jestem w nim zakochana, to na pewno. Ale czy kocham?
Mam wrażenie, że to za szybko. Bo co to tak naprawdę znaczy, kochać kogoś? Czy to nie jest po prostu wtedy, gdy się przy kimś czuje tak naprawdę dobrze? Czy da się kogoś pokochać w trzy miesiące?
Czy ja umiem jeszcze kochać?
Mr. T. pojechał do Belgii na festiwal. Nie ma go od środy. Mr. T. nie ma w Belgii dostępu do Internetu, więc kontakt pomiędzy Kotem a Mr. T. ogranicza się do jednego-dwóch SMS-ów dziennie. Mr. T. powiedział Kotu, że w razie czego Kot może wysyłać dowolną liczbę SMS-ów, ale Kot nie chce przeszkadzać i narzucać Mr. T. swoją obecność.
W brutalny dość sposób Kot przypomniał sobie, jak to jest tęsknić za kimś. Tak okropnie tęsknić i nie mieć co ze sobą zrobić.
Kot się obawia, że znowu będzie ZA dużo, ZA bardzo, ZA szybko, ZA...
Kot się obawia, że Mr. T. będzie miał dość i odejdzie, dołączy do zestawu wraków zwanych EX. Kot nie wie, czy chce znowu przechodzić przez cały ten ból zwany odrzuceniem. Kot boi się zaufać, mimo że Mr. T. wydaje się być wspaniałą osobą. Mr. T. wie o Kocie już tyle rzeczy i nie ocenia, nie odchodzi, nie daje rad. Przytula, dużo przytula. : )
Czy to dlatego tak łatwo jest go kochać?
Kot pobędzie jeszcze dwa dni w "pustym mieszkaniu", a potem przyjdzie wiosna. Kot jest pewny, że Mr. T. sam zaproponuje spotkanie we wtorkowy wieczór. Bo... Mr. T. też okropnie tęskni. Kot jest przekonany. Dwa dni czekania. : )